Ostatnio na forum:

>> Oceń tytuł powyżej [...] (516)
>> Nasze avki/sigi/etc. [...] (1631)
>> Co nam się rozmnaża [...] (1293)
>> Jak zginęła mrówka? [...] (829)
>> Co teraz oglądacie? [...] (1132)
>> Screnny i Opisy (1460)
>> Nowości wydawnicze [...] (253)
>> Alien (1)
>> Zbanuj użytkownika p [...] (4521)
>> Dasz czy nie dasz? [...] (1004)




Wszystkich odwiedzin: 2686572
Odwiedzin dziś: 1376

Paszoł won, Golgothan! - niedziela - 19 lutego 2017

     Wszystko zaczęło się tydzień temu w piątek. Podczas odbierania dzieci ze żłobka usłyszałem, że jedna ma zatwardzenie a druga rozwolnienie. Spoko. Jednym uchem wleciało, drugim wyleciało. W końcu to tylko kupka. Jedna zje owoców, druga zje czekoladę, kto by się przejmował. Właśnie kończyliśmy dwutygodniowy urlop, w czasie którego mieliśmy pomalować dziecinny pokój. Uwaga, bo to zrobiliśmy. Znacie to? Plany na to, plany na tamto, a potem zostaje tylko długa lista rzeczy niezrobionych ;P Połowę dnia spaliśmy, drugą połowę przygotowywaliśmy się do malowania, malowaliśmy dwie godziny przed odbiorem dziewczynek ze żłobka. Haha, to dla nas typowe! Trzeba było odpocząć od dzieci, w końcu to urlop! :D Kiedyś wrzucimy zdjęcia na forum. Jak skończymy... ;)

     Dzień wcześniej Lilka dostała telefon od szefowej, że zaraz po urlopie ma szkolenie z pierwszej pomocy, trzy dni, i zamiast do pracy ma iść gdzieś tam, gdzie jest to szkolenie. Ciekawe, że wcale go nie chciała, wpisała mnie na odnowienie tego, co miałem 4 lata temu. Ale szefowa się pomyliła i zapisała ją, kiedy była na urlopie. To takie normalne dla szefów - zawsze coś namieszają, bo czemu nie, jest zabawniej i jest co opowiadać. :D

     Weekend przebiegał całkiem normalnie, czyli jak zwykle z dwójką dzieci - pod koniec niedzieli nie można się już doczekać dnia pracy. xD Ale nieoczekiwanie Vicky zaczęła nam wymiotować. Ok, coś zjadła. Bywa, zazwyczaj tego nie chce, tamto skubnie, niezła mieszkanka potem jest. Poczuje się lepiej, w przedszkolu się nie przyznamy. Tak na marginesie - żłobek/przedszkole mają takie przepisy, że jeśli dziecko wymiotuje, to nie przyjmą go z powrotem w ciągu następnych dwóch dni, bo to może być choroba, którą zarazi inne dzieci. Trzeba więc brać nagły urlop z pracy i zostać z dzieckiem w domu. Trudno się sprzeczać, chociaż jest to upierdliwe do bólu. Ale o tym może innym razem.

     Niestety, Vicky źle się czuła i co chwilę latała do łazienki robić eche eche, jak to sama nazywa. Całą noc. Albo i nie zdążała, więc całą noc coś czyściłem po drodze z dywanu i podłogi. Spała na podłodze, jak nie miała siły wdrapać się na łóżko. W różnych miejscach i pozycjach. Rano byliśmy wykończeni i już było pewne, że to coś więcej. Nooo, trudno, znów będę dzwonił do szefa. Ale hura! Szef też ma być na szkoleniu! :D A z doświadczenia wiem, że wtedy jego służbową komórkę przejmuje jego żona, druga szefowa w innym oddziale. Dobra nasza, wystarczy SMS. :) Od razu poprosiłem o dwa dni.

     Rano byłem tak wykończony, że Lilka pojechała z Renią do żłobka, a potem od razu na szkolenie. A Vicky nie przechodziło. Cały dzień. Była tak zmęczona, że spała na podłodze w łazience i nie dała się ruszyć. Tylko zmieniała miejsce podłogi i pozycje. Też byłem zmęczony, ale pilnowałem, co się dzieje, bo nie zawsze trafiła do kibelka. Niewygodnie jej było. W którymś momencie wchodzę do łazienki, a ona zasnęła z twarzą w nocniku... xD Wiecie? Chciałem wybuchnąć śmiechem, ale zrobiło mi się jej żal. W końcu się nie powstrzymałem i zrobiłem zdjęcie. Nie sądzę, abym przeżył, jeśli je komuś pokażę. ;P

     W nocy spała. I cały następny dzień. Ale nic nie chciała jeść. Już wiedzieliśmy, że to coś więcej i nie skończy się na dwóch dniach wolnego... W środę zadzwoniłem do pracy i wytłumaczyłem szefowej. Mam szczęście, urodziła córkę 4 miesiące wcześniej niż urodziła się nasza druga latorośl. Zrozumiała. Po południu mieliśmy wizytę u lekarza. W trakcie dostałem niemalże błagalne pytanie od szefa, czy wrócę do pracy w czwartek. Niestety lekarz potwierdził nasze przypuszczenia - grypa żołądkowa. I ponowne wymioty wieczorem. No. Bądźmy dobrej myśli, w końcu trzy tygodnie urlopu nie zdarza się często! :D Aczkolwiek tydzień z dzieckiem potrafi wykończyć. ;)

     Modliliśmy się tylko, aby reszta z nas nie zachorowała. Nie wyszło. W środę Lilka w nocy rzygała. Całe szczęście jakoś to zniosła i mimo że słaba, to jednak doczołgała się na egzamin po szkoleniu i do pracy. Ja nie jadłem kilka dni i w sobotę dostałem takiej sraki, że 3/4 dnia spędziłem na kiblu. Lilka polowała na wolne miejsce, żeby zrobić siusiu i ostrzegała, że będzie robić do wanny! xD Renia w piątek dostała gorączki i trzymała ją do dziś. A potem wróciła dawna energia.

     Za każdym razem, gdy leciałem zrobić kolejne siusiu tyłkiem, to obie dziewczynki szły za mną i bawiły się w łazience. Potem zaglądała Lilka, żeby je zabrać, ale w międzyczasie o coś zagadywała, więc w rezultacie srałem w towarzystwie trzech dam xD Ha, ha, ha, ha, ha! W którymś momencie miałem tam niezły ubaw, gdy jeszcze musiałem podetrzeć Vicky po kupce, samemu robiąc swoją... xD

     Wiecie, ja wcale nie byłem tego dnia zły. Ja byłem rozbawiony. I zastanawiałem się, czy mi przejdzie do jutra. No bo co powiem szefowi? "Sorry wodzu, chcę czwarty tydzień wolnego?" xD Dodatkowo postanowiłem sobie tego dnia skończyć skręcanie komputera, ale to temat na innego newsa. Tylko co coś zjem, to trochę boli. Tak, podjadam dzieciom żarcie, bo po paru dniach ssie xD Jedna i druga dają mi po łapach, starsza krzyczy "Moje!", a młodsza wyrywa miseczkę wydając dźwięki w stylu "Bua!" xD Vicky usłyszała z łazienki z wanny, że chrupałem jej płatki kukurydziane i krzyczała, że mam nie ruszać, bo jej... xD Ach to prawo własności :D

     Tak czy inaczej, chyba minął już czas lenistwa i trzeba wrócić do roboty. Chyba nawet mam na to ochotę, pomimo że czuję się słabo i muszę co jakiś czas się położyć lub chociaż oprzeć, bo mi się kręci w głowie. Ale przejdzie, co nie? Przynajmniej się tam doczołgam, w razie czego się zwolnię. :D Mam w sobie więcej pozytywnej energii niż powinienem mieć. Może całe zło wysrałem? Zaraz, czy to nie w "Dogmie" był potwór Golgothan, gówno prosto z piekła? xD Tak, zdecydowanie cały Golgothan ze mnie wyszedł. A potem trzeba posprzątać...





     No, to koniec mojej opowieści. Gratuluję tym, co ją przebrnęli. ;) Mam nadzieję, że będziemy zdrowi, bo nie tak chciałem schudnąć 3 kg. xD A dla was mamy dziś kilka rozdziałów, które udało nam się przygotować po Walentynkach. Trzymajcie się ciepło, unikajcie chorób i do usłyszenia niebawem! :D




aktualka popełniona w niedzielę, 19 lutego 2017 roku, o godzinie 23:47:11 przez Aqvario   ||   skomentuj (10)


Walentynki - wtorek - 14 lutego 2017

     Na temat Walentynek napisano już tyle, co na temat Halloween. A może odwrotnie. Niewielu oczywiście wie, że zanim zostały rozpowszechnione w Polsce, to mieliśmy już własny odpowiednik, tylko obchodzony 21 czerwca, czyli w Noc Kupały – pogańskie Święto Zakochanych, które Kościół Katolicki chciał wyplenić za wszelką cenę, robiąc z tego Noc Świętojańską. Ale nawet jeśli ktoś o tym nie wie, to wystarczy szybko sprawdzić w Internecie i dowiedzieć się o wiele więcej. Dlatego nie będę tu pisał na ten temat.

     Tak się jednak składa, że za trendami można podążać, o ile te nie stoją w sprzeczności z osobistymi odczuciami. Nie zrozumcie mnie źle – nie piszę, że trzeba, ale że można. Jest całkiem sporo osób, które nie tylko nie lubią Walentynek, ale i innych świąt. Często tłumaczą to komercjalizacją, wyjałowieniem idei, maksymalizacją zysków. Trudno się z tym nie zgodzić. Jednak gdy spojrzymy na sprawę z szerszej perspektywy, to zobaczymy, że cały świat poddał się pieniądzom i chęci ich kolekcjonowania. Działy marketingu są już nie tylko w firmach, ale także w instytucjach charytatywnych, religijnych, a czasem się zastanawiam, czy nawet nie w urzędach państwowych. Chwilowo nie da się tego zatrzymać. A może nawet już nigdy.

     Dlatego myślę, że warto zapomnieć o tych wszystkich uprzedzeniach. Przymknąć oko na tę całą nagonkę i cieszyć się jak z każdego dnia. Nie traktujmy jednak naszej połówki, jakby ten dzień nie istniał. Coś słodkiego, wierszyk wysłany SMSem lub mailem, drobny upominek – to wszystko nie może przecież zaszkodzić! Dzisiejszą aktualkę dedykuję tym wszystkim, którzy uważają, iż trzeba pamiętać o uśmiechu, przytulaniu i wszystkich drobnych gestach każdego dnia. Nie tylko tego tego jednego. A czemu piszę o tym dziś? Bo myślę, że to dobry moment, aby przypomnieć o miłym zachowaniu bez względu na jakieś tam święto. :)

     A teraz czytajcie – udało nam się zrobić całkiem sporo rozdziałów. Każdy hayateńczyk włożył w nie swoje serce – to jak prezent dla was od nas. Przytulcie nas czasem w odwdzięce! :)






aktualka popełniona we wtorek, 14 lutego 2017 roku, o godzinie 23:26:17 przez Aqvario   ||   skomentuj (10)


Niedziela wcale nie jest zła - niedziela - 5 lutego 2017
Każdy zawsze narzeka na niedzielę, bo od razu po niej jest poniedziałek. A co, jakby tak popatrzeć na to z innej perspektywy? Na przykład, że jest to dzień hayateńskich aktualek? I od razu robi się cieplej na sercu ^^

W tym tygodniu naprawdę dużo się działo. Rozdziały wirowały jak w pralce, a to dlatego, że chcemy, aby każdy z was dostał coś, na co od dawna czeka :) Nawet nasz nowy członek Sagara, choć dołączył do grupy, by zatopić się w rwących wodach Fuuki, postanowił przeteleportować się też i do innych projektów.

Wiecie co, niedawno sobie uświadomiłam, że czas nie stoi w miejscu. Hayateńczycy starzeją się tak, jak wszyscy inni ludzie na tym świecie. Z moich wzrokowych obliczeń wynika, że średni wiek hayateńczyka wynosi już ponad 25 lat. Szok! Tak więc szukamy nowych osób do pracy (Jakiej pracy? Przecież to sama przyjemność!), najlepiej wiek 20- XD. Nie no, żartuję. Przyjmiemy każdego, kto ma czas i chęci :) W szczególności będziemy szczęśliwi, jeśli chcielibyście poznać tajniki edycji. Oczywiście, wypełniając nasze testy jakieś podstawy trzeba mieć… ale bez stresu! Zawsze można się z nami skontaktować poprzez stronkę, forum lub e-maile i się o coś podpytać. A jak już zawitacie u nas jako nowi członkowie, to pojmiecie wszystko w mgnieniu oka, bo jesteśmy niesamowici, a wtedy Photoshop będzie dla was jak bułka z masłem. :D

Za to jeśli chodzi o mnie, to ostatnio rozpoczęłam naukę jazdy na snowboardzie :D Jest dużo zabawy, śmiechu, ale i bólu :/ W porównaniu z jazdą na nartach, upadki są o wiele bardziej bolesne. Moja kość ogonowa daje o sobie znać i chyba będę musiała pożyczyć maść na ból dupy, co to ostatnio krążyła po hayateńczykach. Zostało jej jeszcze trochę, nie? Proszę! A to jeszcze nie koniec, kilka dni temu złapałam przednią krawędź i zdarłam sobie cały lewy policzek, też nie wygląda to zbyt dobrze :( Ale jest światełko w tunelu! Wczoraj spotkałam przystojnego snowboardzistę koreańskiego pochodzenia ( ͡° ͜ʖ ͡°)… Tak więc jest ciekawie.

Miłego czytania!





aktualka popełniona w niedzielę, 5 lutego 2017 roku, o godzinie 16:35:14 przez Junsu   ||   skomentuj (5)


Taki tydzień - niedziela - 29 stycznia 2017

Hej~
Standardowo zacząłem od "hej~", a przynajmniej tak chciałbym napisać, ale zdałem sobie sprawę, że "hej~" wcale nie jest moim codziennym, ani nawet rozpoczynającym newsy przywitaniem i przez ostatnie kilka miesięcy każdy news zaczynałem inaczej, cały image pogodnego i wiecznie rozpromienionego nastolatka prysł, a pracowałem na niego tak długo.

Właściwie w minionym tygodniu wiele rzeczy okazało się inne, niżeli myślałem... Wiedzieliście, że nie wszystkie żółwie pływają? Że nie wszystkie muszą wychodzić na ląd składać jaja? Są jeszcze żółwie lądowe - one nie muszą wychodzić na ląd, aby składać jaja, bo nie pływają. :O
Właściwie to dowiedziałem się wielu rzeczy, których wolałbym nie wiedzieć. Wiedzieliście, że mamy w grupie zamaskowane yaoistki (może nawet yaoistów!), które potajemnie układają członków Hayate w pary? Nie chcieliście tego wiedzieć? Ja w sumie też niekoniecznie cieszę się, że wiem... Może chciałem wiedzieć, zanim nie dowiedziałem się, kto jest moim uke. Nie! Ja się nie godzę!

Zmiany nie dotyczyły wyłącznie mnie. Na naszym forum zawitały nowe twarze i nowe oblicza naszych starych ludków (patrzę ci na ręce, nie tykaj), a i udało nam się wywołać ducha, co mnie niezmiernie cieszy! Żebyście wiedzieli jak bardzo. :D

Jedynym nowym członkiem jest Sagara, który jest zdecydowany i wie czego chce. On chce Fuuki! Tak, dobrze czytacie! Fuuka wróci do łask, bo znalazł się ktoś do edycji! Chwalmy pana, a wy chwalcie Sagarę, aby nie uciekł. :D
W sumie to możecie chwalić nie tylko jego - wiecie, że zwykły komentarz motywuje do dalszej pracy? :D

Kto pokazał swoje nowe oblicza nie do końca chcę zdradzać... ale mamy tutaj osobę, która jest ukrytym Mickiewiczem, a może Sienkiewiczem? Zawsze mi się ich utwory myliły... no cóż, pisze powiastki rodem z... Zoo. Może się przyznasz i zdecydujesz zadebiutować ze swoim nowatorskim dziełem?

Do życia zaś przywróciliśmy Stforka Potforka, będzie nam pomagać i harować z nami, a także stwarzać milszą atmosferę na stanowiskach pracy. Jakby ktokolwiek miał tu złą atmosferę, to by narzekali, a nie mogą. :D
Mam nadzieję, że tym razem nie uciekniesz~ Teraz mamy namiary~ Haha.

Jakby ktokolwiek nam odpływał, to gwarantuję, że będziemy reanimować! :D




aktualka popełniona w niedzielę, 29 stycznia 2017 roku, o godzinie 19:26:04 przez Hipka   ||   skomentuj (26)


Niedzielny poranek - niedziela - 22 stycznia 2017
Hej~
Zacząłem jak zawsze - radośnie i z życiem, a muszę wam powiedzieć, że tego życia zaczyna we mnie brakować. :(

To wszystko przez tę zimę. Śnieg napadał - w sumie fajnie. Roztopił się - nie najlepiej. Mógł zostać, bo w sumie to lubię śnieg. Ciężko mi się z nim rozstać, choć paradoksalnie - nie lubię zimy. Zima jest zimna i ponura, na zewnątrz szybko robi się ciemno, a w dodatku trzeba nosić rękawiczki, czapkę i szalik. Ogólnie trzeba się dobrze ubierać. :D

Teraz już wiecie o mnie i zimie, ale chciałbym zarzucić jeszcze ciekawostką. Nieco ponad tydzień temu zacząłem "The 50 push-up challenge", ogólnie chodzi o stopniowe robienie pompek, a właściwie o regularne podnoszenie ilości zrobionych pompek z 5 do 50 w 30 dni. Ja niestety doszedłem tylko do pięknej liczby 0, choć próbowałem się motywować, to i tak nie zacząłem. Takie challenge chyba nie są dla mnie. Może ktoś zrobi za mnie?

A skoro o ćwiczeniach mowa, to nie dam wam uroczej Hinako, tylko męskiego Takamatsu. ;)





ps.
Wampirki z dedykacją dla Seby oraz Suzumiyi, którzy mieli odwagę się o nie upomnieć! ^^

aktualka popełniona w niedzielę, 22 stycznia 2017 roku, o godzinie 13:19:24 przez Hipka   ||   skomentuj (37)


Harmidom - niedziela - 15 stycznia 2017
Hej~ Tu Hipek! Wiecie o czym miałem dziś napisać. Podpowiem, że często o tym piszę.
...nie! Nie o narzekaniu, siadaj Smoq. T^T Miałem napisać o jedzeniu, ale stwierdziłem, że tak często o tym piszę, że się pewnie przejadło.

Tak więc będę twórczy i napiszę o moim domu, o tym jak tu żyję. :D
Mieszkam z rodziną, łącznie jest tu nas ósemka. Wiecie jaki to harmider? Zawsze każdy coś chce, od każdego - wszędzie. Ostatnio siedziałem na kiblu i słyszę "długo jeszcze?", a drugi głos mówi "nie pchaj się! Jest kolejka". W przeciągu dnia są może ze dwie godziny, kiedy jest cisza - od 10 do 12, a i to nie zawsze, a weekendy są najgorsze - nigdy nie ma spokoju.
No i ja się pytam - jak edytować hentajce? :/

A tak pomijając te pornosy... jak tu robić cokolwiek? Dzieciaki nie uczą się o regularnych godzinach. Dwójka weszła w buntowniczy wiek - mówią nam "nie będziesz mi życia układał" i "nie możesz mi rozkazywać" - a właśnie, że mogę. Niby nic nie chcą robić, ale jak odpowiednio zadziałasz to zrobią wszystko. Dobra... nie wszystko, ale śmieci wyniosą. Czasem nawet dwa razy!

No i masz, wyszło narzekanie...

Ale~ ma to też dobre strony. Moja młodsza siostra interesuje się mangą i anime, w sumie to dwie siostry. Szkoda tylko, że yaoi. Nie są jakieś hardcorowe... okej, jedna jest - znalazła sobie chłopaka tylko po to, aby mnie z nim zeswatać! Wyobrażacie to sobie? Oczywiście nie wyszło... i dobrze.

Brak spokoju mamy przerobiony, ale są też plusy - na przykład jak coś potrzebuję - zawsze muszę zrobić to sam. :V
(Hipek... dasz radę, szukaj plusów...)
No... coś mam! Ostatnio zrobili mi herbatę. To już coś. No i jest jeszcze ta fajna zasada - kto zgłodnieje, ten robi obiad - szkoda, że tylko ja (czasem) i Dajana robimy. T^T

Ostatnio miał miejsce podział dodatkowych obowiązków - przypadło mi chodzenie po węgiel. Paulina wzięła zrzucenie tego węgla. Wolała jednorazowy wysiłek, ale zima ją zaskoczyła~ zrzucała dwa razy. xD
Chciałem się zamienić i miałaby wychodzenie z psem, ale nie chciała psa. :(

Każdy ma też swoje zwierzątko.
Mój najmłodszy braciszek ma koszatniczki. Siostrzyczka ma kota (na oba tego zwrotu znaczenia), druga siostrzyczka ma psa, buntownicy mają rybki (ich chociaż nie trzeba wyprowadzać!), a ja mam siostrę. Zawsze coś. :)
Ciekawe kto jeszcze czyta.

No i to tyle o moim domu. ^^
A! Mój najmłodszy brat, Alex, ciągle coś odwala i trzeba mu pomagać. Ostatnio zrobił ogromną budowlę z klocków magnetycznych - wiecie jak to, cholerstwo, się ciężko zbiera i głupio wkłada do pudła? Kartonik byłby lepszy, ale nie... twórcy wymyślili, że będzie pudełko i każdy patyczek będzie miał swoją dziurkę. :(

No i Smoq wygrałeś, było o narzekaniu. Teraz pozwolę wam przeczytać rozdzialiki. xD





aktualka popełniona w niedzielę, 15 stycznia 2017 roku, o godzinie 23:40:53 przez Hipka   ||   skomentuj (16)


Dziś. - niedziela - 8 stycznia 2017
Dzisiejszy dzień był dniem długim i szybkim jednocześnie, cały czas coś się działo, a ciągnęło niemiłosiernie.

Wszystko zaczęło się od samego rana, gdy obudził mnie Al Pachinko - obudził bezdusznie i kazał edytować! A ja wstałem i posłusznie edytowałem... gdy tylko skończyłem okazało się, że mogę zrobić wiele fajnych rzeczy i mam tyle znajomych, że ciągle - bez przerwy - ktoś do mnie pisał. :D

Minęło trochę czasu i jakoś zakończyłem wszelakie rozmowy, a zabrałem się za Hayate. W przerwach pomiędzy edycją i tłumaczeniami (częstych przerwach), ruszyłem nieco statystyk, pogoniłem ludków i zacząłem do każdego z nich po kolei pisać... i wiecie co? Pisanie do ludków nie należy do moich ulubionych zajęć.
Nikt z ludków nie chce odpisywać - tylko Pola sama zaczęła rozmowę i rad: odpisał, a tak to nic... Co ja im zrobiłem? T^T

A teraz jest 22:44 i właśnie zobaczyłem, że nie ma jeszcze newsa - nikt nie zrobił? Dlaczego? Kto jest za to odpowiedzialny? Nosz... znów ja. Aww... ale już piszę, jakoś to idzie.

Tak sobie myślę czego dzisiaj jeszcze nie robiłem... wyniosłem psa, wyprowadziłem śmieci, przyniosłem węgiel, zagadałem z ludźmi, edytowałem, tłumaczyłem, robiłem QC, zajmowałem się bratem, przejrzałem moje projekty... czego tu brakuje?
A tak! Jeszcze nic nie jadłem... o boziu, a to już 22:46 i ja dalej nie jadłem? Trzeba to zmienić...

Idę zajadać, a wy sobie wygodnie siądźcie i czytajcie rozdziały. Z ciekawostek zarzucę, że w tworzeniu każdego z dzisiejszych rozdziałów uczestniczyliśmy ja i Al Pachinko, a także Jerza. Dziwna aktualka. :)





aktualka popełniona w niedzielę, 8 stycznia 2017 roku, o godzinie 22:51:23 przez Hipka   ||   skomentuj (5)


I oto nadszedł! - sobota - 31 grudnia 2016 / 1 stycznia 2017

     Przygotowania do sylwestra szły pełną parą. Wczoraj babcia malowała paznokcie zestawem, który dostała pod choinkę. Teraz na każdym ma inny obrazek - truskawki, jabłuszka, arbuzy i inne rzeczy, jak kwiatki. Złośliwości śmigały po pokoju, a trafiony czuł niemalże przymus, aby odpowiedzieć odpowiednią ripostą.

     Dziś dziewczyny wyszły do sklepu po składniki do sushi. Lilka wracała do domu ze 4 razy, zanim naprawdę wyszły. Zdążyłem odkurzyć, i zrobić parę rzeczy, zanim zniknęły z horyzontu xD Miałem trochę czasu na ogarnięcie ludków w grupie, bo zaczynamy robić noworoczne porządki ;P A potem to już był cyrk na kółkach. Vicky ma małe, pomalowane paznokietki. Ciekawe, jakie ciuchy mi każą założyć, bo już babcia wspomina o przebierankach...

     Kawę mamy zmieloną w odpowiedniej ilości, ręcznej roboty ajerkoniak przegryza się od tygodnia, ale jest bardziej spirytusowy niż wódka... Dziadek nie uznaje kompromisów, będzie miał przynajmniej 50%. W tle lecą "Kuchenne rewolucje" albo bajki Vicky na zmianę. Niestety nie tylko bajki, Youtube proponuje czasem takie dno, którego nie da się łatwo odfiltrować. Ale jakoś dajemy radę :) I jedzie lakierem do paznokci ;P

     Nie podsumuję tego roku dla Hayate - nie było mnie tu 10 miesięcy i nie do końca jeszcze ogarnąłem, co się działo. Niby poprzedni news noworoczny miał być moim ostatnim, a tu patrzcie - nawet roku nie wytrzymałem bez naszej kochanej grupy... Lilka, to wszystko twoja wina! Nie żebym się naprawdę gniewał ;P Jest masa rzeczy do ogarnięcia, drobiazgi, których nie było komu pilnować. Może nic bardzo ważnego, ale trochę już udało mi się skończyć. Tak czy inaczej - znów piszę dla was newsa noworocznego. Nie planowałem tego, haha!

     Jak u was strzelali? U nas prawie nic. Idziecie się gdzieś bawić? Ja mam 8 stopni na dworze, gdzie ta zima? O.o W diablo III mamy Noworoczny event, gdyby nie rodzinka na głowie i dzieci, to już bym zaczął grać xD Ale trudno, poczekam trochę.





     W tym roku udało nam się zrobić niezbyt wiele, bo tylko 263 rozdziały. Grupa potrzebuje pewnej reorganizacji i obiecuję, że zrobimy co się da, abyście zobaczyli The End swoich ulubionych projektów. Nie popadniemy w marazm, trzeba brać się do roboty! Ale potrzebujemy was do pomocy. Łączy nas pasja, wszystkich hayateńczyków i was, naszych czytelników. Cieszymy się z tego, co robimy dla siebie i dla was. Jeśli możecie nam pomóc, to zapraszam do zakładki rekrutacja.

     Kończąc ten dość długi wywód, chciałbym życzyć wam, czytelnikom Wszystkiego Najlepszego z okazji Nowego Roku od całej naszej grupy. Życzę też naszej grupie stałych wyzwań, dużej ilości wolnego czasu i skutecznego podboju świata! A teraz czas na czytanie. Do siego roku! :D


     P.S. Nie zapomnijcie o postanowieniach noworocznych~! W końcu jeśli się nimi nie pochwalicie, to według przesądu, nie mają szans się spełnić. Także zapraszam do naszych komentarzy! :D


aktualka popełniona w sobotę, 31 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:59:37 przez Aqvario   ||   skomentuj (5)