Ostatnio na forum:

>> Zbanuj użytkownika p [...] (4460)
>> Jak zginęła mrówka? [...] (813)
>> Screnny i Opisy (1431)
>> Fuuka (34)
>> Nowości wydawnicze [...] (234)
>> Dasz czy nie dasz? [...] (965)
>> Jakie to anime? (1776)
>> Minami Kamakura Kouk [...] (15)
>> Oceń tytuł powyżej [...] (509)
>> Discover your Patron [...] (20)




Wszystkich odwiedzin: 2631812
Odwiedzin dziś:

Harmidom - niedziela - 15 stycznia 2017
Hej~ Tu Hipek! Wiecie o czym miałem dziś napisać. Podpowiem, że często o tym piszę.
...nie! Nie o narzekaniu, siadaj Smoq. T^T Miałem napisać o jedzeniu, ale stwierdziłem, że tak często o tym piszę, że się pewnie przejadło.

Tak więc będę twórczy i napiszę o moim domu, o tym jak tu żyję. :D
Mieszkam z rodziną, łącznie jest tu nas ósemka. Wiecie jaki to harmider? Zawsze każdy coś chce, od każdego - wszędzie. Ostatnio siedziałem na kiblu i słyszę "długo jeszcze?", a drugi głos mówi "nie pchaj się! Jest kolejka". W przeciągu dnia są może ze dwie godziny, kiedy jest cisza - od 10 do 12, a i to nie zawsze, a weekendy są najgorsze - nigdy nie ma spokoju.
No i ja się pytam - jak edytować hentajce? :/

A tak pomijając te pornosy... jak tu robić cokolwiek? Dzieciaki nie uczą się o regularnych godzinach. Dwójka weszła w buntowniczy wiek - mówią nam "nie będziesz mi życia układał" i "nie możesz mi rozkazywać" - a właśnie, że mogę. Niby nic nie chcą robić, ale jak odpowiednio zadziałasz to zrobią wszystko. Dobra... nie wszystko, ale śmieci wyniosą. Czasem nawet dwa razy!

No i masz, wyszło narzekanie...

Ale~ ma to też dobre strony. Moja młodsza siostra interesuje się mangą i anime, w sumie to dwie siostry. Szkoda tylko, że yaoi. Nie są jakieś hardcorowe... okej, jedna jest - znalazła sobie chłopaka tylko po to, aby mnie z nim zeswatać! Wyobrażacie to sobie? Oczywiście nie wyszło... i dobrze.

Brak spokoju mamy przerobiony, ale są też plusy - na przykład jak coś potrzebuję - zawsze muszę zrobić to sam. :V
(Hipek... dasz radę, szukaj plusów...)
No... coś mam! Ostatnio zrobili mi herbatę. To już coś. No i jest jeszcze ta fajna zasada - kto zgłodnieje, ten robi obiad - szkoda, że tylko ja (czasem) i Dajana robimy. T^T

Ostatnio miał miejsce podział dodatkowych obowiązków - przypadło mi chodzenie po węgiel. Paulina wzięła zrzucenie tego węgla. Wolała jednorazowy wysiłek, ale zima ją zaskoczyła~ zrzucała dwa razy. xD
Chciałem się zamienić i miałaby wychodzenie z psem, ale nie chciała psa. :(

Każdy ma też swoje zwierzątko.
Mój najmłodszy braciszek ma koszatniczki. Siostrzyczka ma kota (na oba tego zwrotu znaczenia), druga siostrzyczka ma psa, buntownicy mają rybki (ich chociaż nie trzeba wyprowadzać!), a ja mam siostrę. Zawsze coś. :)
Ciekawe kto jeszcze czyta.

No i to tyle o moim domu. ^^
A! Mój najmłodszy brat, Alex, ciągle coś odwala i trzeba mu pomagać. Ostatnio zrobił ogromną budowlę z klocków magnetycznych - wiecie jak to, cholerstwo, się ciężko zbiera i głupio wkłada do pudła? Kartonik byłby lepszy, ale nie... twórcy wymyślili, że będzie pudełko i każdy patyczek będzie miał swoją dziurkę. :(

No i Smoq wygrałeś, było o narzekaniu. Teraz pozwolę wam przeczytać rozdzialiki. xD





aktualka popełniona w niedzielę, 15 stycznia 2017 roku, o godzinie 23:40:53 przez Hipka   ||   skomentuj (16)


Dziś. - niedziela - 8 stycznia 2017
Dzisiejszy dzień był dniem długim i szybkim jednocześnie, cały czas coś się działo, a ciągnęło niemiłosiernie.

Wszystko zaczęło się od samego rana, gdy obudził mnie Al Pachinko - obudził bezdusznie i kazał edytować! A ja wstałem i posłusznie edytowałem... gdy tylko skończyłem okazało się, że mogę zrobić wiele fajnych rzeczy i mam tyle znajomych, że ciągle - bez przerwy - ktoś do mnie pisał. :D

Minęło trochę czasu i jakoś zakończyłem wszelakie rozmowy, a zabrałem się za Hayate. W przerwach pomiędzy edycją i tłumaczeniami (częstych przerwach), ruszyłem nieco statystyk, pogoniłem ludków i zacząłem do każdego z nich po kolei pisać... i wiecie co? Pisanie do ludków nie należy do moich ulubionych zajęć.
Nikt z ludków nie chce odpisywać - tylko Pola sama zaczęła rozmowę i rad: odpisał, a tak to nic... Co ja im zrobiłem? T^T

A teraz jest 22:44 i właśnie zobaczyłem, że nie ma jeszcze newsa - nikt nie zrobił? Dlaczego? Kto jest za to odpowiedzialny? Nosz... znów ja. Aww... ale już piszę, jakoś to idzie.

Tak sobie myślę czego dzisiaj jeszcze nie robiłem... wyniosłem psa, wyprowadziłem śmieci, przyniosłem węgiel, zagadałem z ludźmi, edytowałem, tłumaczyłem, robiłem QC, zajmowałem się bratem, przejrzałem moje projekty... czego tu brakuje?
A tak! Jeszcze nic nie jadłem... o boziu, a to już 22:46 i ja dalej nie jadłem? Trzeba to zmienić...

Idę zajadać, a wy sobie wygodnie siądźcie i czytajcie rozdziały. Z ciekawostek zarzucę, że w tworzeniu każdego z dzisiejszych rozdziałów uczestniczyliśmy ja i Al Pachinko, a także Jerza. Dziwna aktualka. :)





aktualka popełniona w niedzielę, 8 stycznia 2017 roku, o godzinie 22:51:23 przez Hipka   ||   skomentuj (5)


I oto nadszedł! - sobota - 31 grudnia 2016 / 1 stycznia 2017

     Przygotowania do sylwestra szły pełną parą. Wczoraj babcia malowała paznokcie zestawem, który dostała pod choinkę. Teraz na każdym ma inny obrazek - truskawki, jabłuszka, arbuzy i inne rzeczy, jak kwiatki. Złośliwości śmigały po pokoju, a trafiony czuł niemalże przymus, aby odpowiedzieć odpowiednią ripostą.

     Dziś dziewczyny wyszły do sklepu po składniki do sushi. Lilka wracała do domu ze 4 razy, zanim naprawdę wyszły. Zdążyłem odkurzyć, i zrobić parę rzeczy, zanim zniknęły z horyzontu xD Miałem trochę czasu na ogarnięcie ludków w grupie, bo zaczynamy robić noworoczne porządki ;P A potem to już był cyrk na kółkach. Vicky ma małe, pomalowane paznokietki. Ciekawe, jakie ciuchy mi każą założyć, bo już babcia wspomina o przebierankach...

     Kawę mamy zmieloną w odpowiedniej ilości, ręcznej roboty ajerkoniak przegryza się od tygodnia, ale jest bardziej spirytusowy niż wódka... Dziadek nie uznaje kompromisów, będzie miał przynajmniej 50%. W tle lecą "Kuchenne rewolucje" albo bajki Vicky na zmianę. Niestety nie tylko bajki, Youtube proponuje czasem takie dno, którego nie da się łatwo odfiltrować. Ale jakoś dajemy radę :) I jedzie lakierem do paznokci ;P

     Nie podsumuję tego roku dla Hayate - nie było mnie tu 10 miesięcy i nie do końca jeszcze ogarnąłem, co się działo. Niby poprzedni news noworoczny miał być moim ostatnim, a tu patrzcie - nawet roku nie wytrzymałem bez naszej kochanej grupy... Lilka, to wszystko twoja wina! Nie żebym się naprawdę gniewał ;P Jest masa rzeczy do ogarnięcia, drobiazgi, których nie było komu pilnować. Może nic bardzo ważnego, ale trochę już udało mi się skończyć. Tak czy inaczej - znów piszę dla was newsa noworocznego. Nie planowałem tego, haha!

     Jak u was strzelali? U nas prawie nic. Idziecie się gdzieś bawić? Ja mam 8 stopni na dworze, gdzie ta zima? O.o W diablo III mamy Noworoczny event, gdyby nie rodzinka na głowie i dzieci, to już bym zaczął grać xD Ale trudno, poczekam trochę.





     W tym roku udało nam się zrobić niezbyt wiele, bo tylko 263 rozdziały. Grupa potrzebuje pewnej reorganizacji i obiecuję, że zrobimy co się da, abyście zobaczyli The End swoich ulubionych projektów. Nie popadniemy w marazm, trzeba brać się do roboty! Ale potrzebujemy was do pomocy. Łączy nas pasja, wszystkich hayateńczyków i was, naszych czytelników. Cieszymy się z tego, co robimy dla siebie i dla was. Jeśli możecie nam pomóc, to zapraszam do zakładki rekrutacja.

     Kończąc ten dość długi wywód, chciałbym życzyć wam, czytelnikom Wszystkiego Najlepszego z okazji Nowego Roku od całej naszej grupy. Życzę też naszej grupie stałych wyzwań, dużej ilości wolnego czasu i skutecznego podboju świata! A teraz czas na czytanie. Do siego roku! :D


     P.S. Nie zapomnijcie o postanowieniach noworocznych~! W końcu jeśli się nimi nie pochwalicie, to według przesądu, nie mają szans się spełnić. Także zapraszam do naszych komentarzy! :D


aktualka popełniona w sobotę, 31 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:59:37 przez Aqvario   ||   skomentuj (5)


Naszej drużynie zostały... - piątek - 30 grudnia 2016

     ...już tylko dwa punkty do wygrania drugiego seta. Prowadzimy 2:0. Piłka po stronie rywali. Słychać dźwięk gwizdka.

     Wszyscy zajmujemy swoje pozycje. Kolana ugięte, ręce przygotowane. Totalne skupienie.

     Gracz z przeciwnej drużyny podrzuca piłkę, uderza… piłka trafia idealnie w ręce Lilki, która z 9-letnim doświadczeniem nie ma żadnego problemu, by posłać ją pięknym, wysokim łukiem w moim kierunku. Zadaniem rozgrywającego jest odebrać piłkę górą i odbić tak, by poleciała nisko nad siatką w kierunku słupka. I tak właśnie miało być, ale... *pstryk* Łamiący się paznokieć spowodował, że poleciała ona trochę niżej niż planowałam. No super...

     Jednak... Hipek! Nasz atakujący zawsze wie co zrobić. Wystarczają mu dwa kroki, by wyskoczyć, atakuje i… po bloku. Piłka znowu trafia na naszą połowę. Widownia wstrzymała oddech.

     Na boisku jakby się zatrzymał czas. Nikt się nie rusza. Taa… nie! Al odbił piłkę STOPĄ! Słychać okrzyki kibiców. Już nawet komentatorzy nie wiedzą co się dzieje...

     Patrzę w bok i widzę Hipka, jak coś majstruje pod siatką. Po jego minie widać, że kombinuje, jak by tu podłożyć rywalowi nogę. Cały Hipek… Już Smoq wyczaił co się święci. Wystarczyło jedno krzywe spojrzenie i znów wszyscy są na swoich miejscach.

     Niczym niezaskoczona i zawsze skupiona Lilka ponownie, z niesamowitą gracją odbija piłkę. Smoq, który dość niedawno zakupił sobie nowe buty, rozpędza się, wyskakuje przed linią trzeciego metra, atakuje. Piłka leci po prostej, w najdalszy róg boiska… i mamy kolejny punkt!

     Został nam już tylko punkt meczowy…




aktualka popełniona w piątek, 30 grudnia 2016 roku, o godzinie 2:49:45 przez Junsu   ||   skomentuj (3)


Hipkowy zapał - czwartek - 29 grudnia 2016
Hejo!
To znowu ja. :)
Dziś cały dzień spędziłem na nic nie robieniu, a od rana pisałem aktualkę. Dotrze do was zapewne kilka minut przed północą. :)
Miałem pisać o ludziach, którzy dołączyli do grupy po tym, jak wróciłem. Niestety, nie napiszę. Leniłem się i spędziłem dzień ze znajomymi. ^^
Nie no, trochę mogę napisać. W sumie mam dużo czasu.
Sebil lubi zboczone i dziwne rzeczy (a do tego flaki). Junsu uwielbia wszystko związane z kakałkiem. Kto dołączył później... Al! Maniak Love Live - Al_Pachinko! No i dalej idąc... Hmm... najnowsza zdobycz (prawie najnowsza), Vuko - spoko ziomuś, choć chyba starszy ode mnie. No i na końcu Otigururur (Shadow), który wrócił po X latach nieobecności. :D
Kto zgadnie ile lat nie było Shadowa?

A! Jeszcze Puhe... który uwielbiał GG, ale ma Hipkowy/Smoczy zapał (niepotrzebne skreślić) i chyba nie chce mu się tłumaczyć (T^T).

Mam nadzieję, że Puszek szybko wróci do formy i chęci mu powrócą!





aktualka popełniona w czwartek, 29 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:36:08 przez Hipka   ||   skomentuj (20)


TO BE HERO - środa - 28 grudnia 2016
Hej dzieci, śpicie już? Dziś znów zjawiam się późno (choć przedwczoraj zapomniałem).
Dziś jest dość wyjątkowy dzień, bo zamiast swoich przemyśleń i narzekań zamierzam napisać rekomendację anime. :)
Nagrodę anime sezonu zdobywa TO BE HERO, które zaskoczyło mnie niebanalną fabułą ukrytą pod maską głupawej komedii.
Jest to dzieło lekkie, krótkie i wciągające. W zaledwie 10 minutach odcinka autorzy potrafią zmusić do refleksji, a także przekazać niebanalną życiową prawdę - są rzeczy ważne, ważniejsze i najważniejsze. Nieważne jakim dziś jesteś człowiekiem, bo tylko od ciebie zależy jakim będziesz jutro.
Historia zaczyna się niezwykle, bo już w pierwszych minutach dowiedziałem się, że główny bohater jest najlepszym na świecie sprzedawcą desek klozetowych, którego ludzie szanują i podziwiają. Niestety nie potrafiła tego docenić jego rodzina - za to panie w klubach go go jak najbardziej. ;)
Brzmi pospolicie? Możliwe, jednak co, jeśli dodać Min-chan, która potrafi ojca z takiego klubu zabrać? Yamadę, który cierpi na wszelkiego rodzaju zboczenia? ...i kosmitów, którzy chcą przejąć planetę!
Brzmi debilnie... szczególnie jak dodamy, że główny bohater został wciągnięty do klopa, aby tam dowiedzieć się, że musi zostać superbohaterem i ratować świat! (Pozdrowienia dla Mario xD) Nie, nie musiał tego robić ze względu na to, że jest wyjątkowy, wspaniały, silny czy fajny... musiało się tak stać, bo akurat nikt inny nie siedział na kiblu.
Ta głupia mieszanka przyciągnęła moją uwagę i postanowiłem dać szansę... Po pierwszym dniu byłem na piątym odcinku, a później było strasznie - trzeba było czekać tydzień. :(
A z każdym tygodniem czekanie było coraz dłuższe i cięższe... Dowiadywałem się coraz więcej o głównym bohaterze, jego rodzinie i przyjaciołach. O jego żonie, córce i otoczeniu... A także ostatecznie o celu tej opowieści. Celu, który miał przekazać ludziom morał.

Jeszcze raz polecam seans, a w międzyczasie zapraszam do czytania!




aktualka popełniona w środę, 28 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:23:21 przez Hipka   ||   skomentuj (26)


Pieśń Jerzy i Kotów: Uczta dla oczu - wtorek - 27.12.2016
Pyza powoli dochodziła do zdrowia, kociaki Białej rosły, a Jerza szukała dla nich domów. W tamtym czasie siostra Jerzy mieszkała i pracowała w Warszawie, z dala od rodzinnego domu. Jednak niedługo miało się to zmienić. Postanowiła wrócić na studia i przeprowadzić się z powrotem na wieś. Nie wracała sama, przywiozła ze sobą kogoś jeszcze.
Weszła do domu. Jedną ręką ciągnęła ogromną walizkę, a w drugiej trzymała niewielką torbę. Mucha na ten widok położyła uszy po sobie, a jej ogon zaczął nerwowo drgać, już wiedziała co się święci. Siostra zostawiła walizkę w salonie i zabrała torbę na ostatnie piętro, do swojego pokoju. Kiedy Jerza usłyszała trzaśnięcie drzwiami, oderwała się od komputera. "Ciekawe, co tym razem wymyśliła" pomyślała i poszła przywitać się z siostrą. Drzwi były zamknięte na klucz. Zapukała.
- Mogę? - powiedziała.
- Właź, tylko zamknij za sobą.
Jerza weszła i posłusznie zamknęła drzwi. Ledwo zdążyła, bo między nogami przebiegł jej szary cień, który próbował się wydostać na wolność. Kiedy mu się nie udało, ze wściekłym mruknięciem wycofał się do torby, z której wcześniej wyskoczył. Jerza spojrzała na siostrę zmęczonym wzrokiem.
- Mówiłaś, że ona należy do właścicielki, a ty tylko się nią opiekujesz. - powiedziała z wyrzutem.
- Kłamałam.
- Czemu?
Siostra wzruszyła ramionami.
- Pewnie mamie by się to nie spodobało.
- Mieszkałaś sama, jesteś dorosła, nie musiałaś zmyślać. Co jej teraz powiesz?
- Że właścicielka już nie może się nią zajmować, czy coś...
- Za dużo kombinujesz... Jak się nazywa?
- Gandzia.
- Tylko ty mogłaś tak nazwać kota...

Siostra Jerzy wybrała najgorszy możliwy moment, na sprowadzenie kolejnego kota. Mucha ledwo przyzwyczaiła się do obecności Białej i Pyzy i dopiero od niedawna zaczęła przebywać w domu całymi dniami, tak jak dawniej. Biała ma kocięta, a Pyza się leczy i obie mocno się stresują intruzem. Wszystkie drzwi w domu są pozamykane, żeby koty nie mogły się poruszać zbyt swobodnie i na siebie przypadkiem nie wpadły. Gandzia w ogóle nie jest wypuszczana na zewnątrz. Całe swoje dotychczasowe życie spędziła w małym, ciasnym mieszkaniu w bloku i siostra wyprowadza ją tylko na smyczy, a przez większość czasu trzyma ją w swoim pokoju. Burej kotce wcale się to nie podoba. Czuje obecność pozostałych futrzaków i bardzo się tym denerwuje, gubi sierść i nie chce jeść. Jerza wróciła właśnie do domu po pracy. Zastała w wejściu zapłakaną siostrę.
- Co się stało?!
- Gandzia... - wydukała przez łzy - nie wróciła...
- Jak to nie wróciła?
- Wypuściłam ją wieczorem na dwór... Zawsze wracała po pół godzinie... ale nadal jej nie ma...!
- O, nie... Ale na pewno wróci!
- Nie wróci, tu się jej nie podoba, nienawidzi mnie, na pewno próbuje wrócić do naszego mieszkania...
- Nie bądź głupia... Znajdziemy ją!

Szukały ją cały dzień w okolicy domu i warsztatu. Następnego dnia sprawdziły u sąsiadów, jeszcze kolejnego objechały całą wieś. Gandzi nigdzie nie było.
- To moja wina... W mieście jej było dobrze... Po co ją tu zabierałam...?!- Siostra wciąż się zamartwiała.
Jerza milczała. Chciała jakoś ją pocieszyć, ale sama przeczuwała najgorsze. Szukały dalej, bez skutku. Po dwóch tygodniach wszyscy w domu stracili już nadzieję. Pozostałe kotki znikały czasem na kilka dni, ale Gandzia do niedawna wychodziła tylko na smyczy, nie znała okolicy. Skoro do tej pory nie wrócił... Jerza przełknęła ślinę. Można mieć tylko nadzieję, że ktoś ją znalazł, przygarnął i teraz żyje sobie z dala od naszych wrogo nastawionych kotów. Nagle do domu wpadła siostra.
- Chyba ją widziałam! - krzyknęła
- Gdzie?
- Przy drodze! Chodź!
W jej głosie czuć było nadzieję. Złapały rowery i ruszyły, nawołując Gandzię. Dojechały do miejsca, gdzie mogła być bura kotka.
- Tu, w tych krzakach! Coś tam się rusza, to chyba ona!
Jerza podeszła ostrożnie do szeleszczących krzaków. Przez liście widziała pręgowaną, burą sierść. Z duszą na ramieniu sięgnęła między gałęzie i wyrwała miauczącą i szamocącą się kupkę nieszczęścia. Siostra nie posiadała się ze szczęścia. Jerza, z bólem serca, musiała sprowadzić ją na ziemię.
- To nie ona, tylko kocur sąsiadów...
Siostra nic nie powiedziała. Po policzkach pociekły jej łzy. Jerza ją przytuliła.
- Nie martw się, znajdziemy ją, na pewno... - powiedziała, ale sama nie bardzo w to wierzyła.
Szły powoli do domu, obok siebie prowadząc rowery. Siostra cicho szlochała. Minęły bramę podwórka.
- ...uuu...
Jerza zatrzymała się. Siostra obejrzała się na nią pytającym wzrokiem.
- Nic nie mów! - syknęła Jerza i wytężyła słuch
- ...aaaauuuu...
- Suszarnia!
Rzuciła rower na ziemię i pobiegła w stronę dużej, blaszanej szopy, gdzie w sezonie suszy się drewno. Przyłożyła ucho do drzwi.
- Miaaaaauuuu...!
- Leć po tatę! - krzyknęła do siostry - I weźcie klucze!
Siostra bez słowa pomknęła do domu. Za chwilę wróciła z tatą. Za nimi biegła jeszcze mama i brat, wszyscy przejęci. Tata znalazł właściwy kluczyk, przekręcił go w zamku i ze stęknięciem odsunął ciężkie drzwi. Jerza weszła ostrożnie do środka.
- Kici, kici...? - zawołała z wahaniem
- Miaaaaauuuu!
Spomiędzy palet z drewnem wyskoczyła bura kotka. Była cała w trocinach i pyle, schudła niemiłosiernie... ale żyła. Jerza wzięła ją na ręce i wyniosła z suszarni. Siostra zaniemówiła. Broda jej drgała, a łzy płynęły ciurkiem, gdy brała Gandzię z rąk Jerzy. Cała piątka stała chwilę w ciszy. Nagle odezwał się brat.
- Trochę się... wysuszyła, co nie? - zapytał, obserwując reakcje rodziny. Nikt się nie zaśmiał.

Gandzię bardzo odmieniła ta przygoda. I wcale nie chodzi o to, że schudła, bo bardzo szybko wróciła do dawnej wagi, a nawet jeszcze urosła. Z kanapowego kotka przemieniła się w rasowego dachowca. Całymi dniami gania po polach i łąkach, a wieczorem wraca do bezpiecznego domu, do swojej pani. I nie skrada się już po kątach, nabrała pewności siebie, nie boi się pozostałych kotów. Życie na wsi jej służy.
Pyza przez pewien czas zmagała się z depresją po operacji. W kaftanie nie mogła normalnie chodzić i skakać, a na dodatek straciła swoje kocięta. Jednak dzięki Białej szybko wróciła do zdrowia. Teraz nie odstępuje Jerzy na krok, kiedy tylko ta jest w domu. Łasi się do każdego i wszystkiego, próbuje się zaprzyjaźnić z każdym żywym stworzeniem, niestety nie zawsze z wzajemnością.
Biała z początku była bardzo nerwowym kotem. Teraz łasi się do każdego, choć nadal zrywa się do ucieczki na widok obcych i potrafi przestraszyć się swetra leżącego na podłodze. Uwielbia przytulać się do grzejników, nawet jak są zimne i przeszkadzać Jerzy w pracy.
Mucha w końcu zaczęła tolerować obecność pozostałych kotek, chociaż nadal w najlepszym razie je ignoruje. Czasem zdarza się nie pacnąć Pyzy w głowę, kiedy ta próbuje się z nią zaprzyjaźnić. Niestety, to bardzo rzadkie momenty i jedyne, co rodzina Jerzy może zrobić, to czatować z aparatem, żeby wreszcie uwiecznić to wydarzenie na zdjęciu.

Siostra Jerzy nadal twierdzi, że wcale nie jest kociarą, chociaż to ona sprowadziła 3 z 4 kotów do domu.
Brat Jerzy nadal nie wie, czemu nikt się nie śmieje z jego żartów.
Jerza nadal nie wie, jakim cudem udało jej się napisać ten tekst bez prądu i z Białą siedzącą na klawiaturze.
Spirit jeszcze nie wie, w co się pakuje.



Koniec



aktualka popełniona we wtorek, 27 grudnia 2016 roku, o godzinie 22:21:48 przez Jerzę   ||   skomentuj (6)


Świąteczny czar - poniedziałek - 26 grudnia 2016

     I tak oto mija świąteczny czar. Nie, zaraz wróć. Przecież u nas, na Hayate, święta trwają nadal, i to aż do 31 grudnia! I co więcej, prezenty nadal wylatują z worka, gdzie pracowite krasnale pod przywództwem Świętego Mikołaja w radosnej atmosferze składają je pracowicie z czarnych i białych pikseli. Ej, te oczy mają być nad nosem, nie pod! No więc praca wre, a potem *pop* i nowiutki rozdział wskakuje pod choinkę. Ten czar będzie trwał i trwał, aż zmęczy się ręka trzymająca bat. Zaraz, stop, nie słyszeliście tego. Ej ty, 4 skrzat od lewej, odstaw te prochy, bez dopingu mi tutaj! Tak więc wszystko jest jak trzeba, staramy się z całych sił. Zmaż tę trzecią nogę! Ech, no dobra, potem zrobimy QC. Czytajcie!




aktualka popełniona w poniedziałek, 26 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:58:02 przez Aqvario   ||   skomentuj (19)


Udane (lub nie) odkupienie win - niedziela - 25 grudnia 2016

     Przypadła mi dziś rola napisania newsa. Oczywiście, nie jest to przypadek. To próba uratowania honoru po tym, jak nawaliłem z wczorajszą aktualką. Bo wiecie, jak się obieca, a potem tego nie robi, to pozostaje ino zapaść się pod ziemię. No to się zapadłem. Przez parę godzin nie wchodziłem na forum, bo mi było wstyd. Za to przygotowałem fajny obrazek (kliknijcie, aby zobaczyć większą wersję). Obrazek podobał się naszemu Smoczkowi :)

     Dziś do naszej grupy dołączyły dwie osoby, Vuko, od długiego czasu obecny na naszym forum, będzie robił QC. Oraz po 6 latach nieobecności wraca też Otigiruru, który dołączył do nas ponad 10 lat temu, aby edytować, wtedy pod nickiem Shadow, a potem odszedł w siną dal, założył rodzinę, spłodził dziecko, zasadził drzewo i... I wrócił! Tak, nie musiał budować domu, tutaj jest jego rezydencja! Bo wiecie, od Hayate nie można się uwolnić, wracają do nas bohaterowie wojen przedwiecznych. Wojen krwawych, pełnych trupów myszek, połamanych penów i wytartych podkładek, zepsutych klawiatur, spalonych procesorów... A wszystko po to, abyście mieli rozdziały do czytania! Powitajmy oboje wielkimi brawami i stawiajcie zakłady, kto kolejny poczuje zew powrotu! :D

     Nowych witamy oczywiście rytuałem przejścia. Smoq najada się winogron, robi, wielkie BEEEK i patrzymy czy nowy przeżył:


     Jeśli przeżył, to jest to wystarczająco twarda sztuka, aby dać radę w naszych szeregach! To i tak dość humanitarna metoda, wcześniej zaharowywaliśmy naszych hayateńczyków na śmierć, co widać po długości naszej Alei Poległych... :) Ale nie martwcie się, reinkarnacja istnieje, widać to po ilości wskrzeszeń, w tym moim i Lilki, bo także niedawno powróciliśmy do naszego domu, czyli do Hayate! Co za szczęście! Znaczy dla nas. ;)

     Na dziś to koniec, miłego czytania. Ale pewnie zobaczycie ponownie nasze newsy i obiecujemy, że zrobimy wszystko, aby Hayate podźwignęło się z kolan i stanęło na nogi. Bądźcie z nami - niedługo wiosna i pójdą w ruch miotły. Znaczy myszki i klawiatury!


aktualka popełniona w niedzielę, 25 grudnia 2016 roku, o godzinie 22:38:57 przez Aqvario   ||   skomentuj (2)


Świąteczna aktualka... - sobota - 24 grudnia 2016
Świąteczną aktualkę planowaliśmy już od wczoraj, jednak wyszło jak wyszło i znów piszę ją ja. Tym razem zaczynam o 23:44!
Historia krótka i niektórym znana. Aktualka miała być napisana, ale autor słodko śpi przejedzony świątecznymi pysznościami. :)

Kilka osób chciałoby złożyć życzenia, jak np. Smoq, który upomina się od wczoraj i Aqvario, który zaspał, reszta grupy również życzy wesołych świąt i wesołego nowego roku! :D

Mam tez kilka unikatowych życzeń!
Junsu życzy smacznych pierożków. (Dlaczego ja nie mam pierożków, a tylko uszka do barszczu?)
A Lilka życzy spełnienia marzeń.
Ja chciałbym standardowo życzyć wspaniałych prezentów i niestandardowo - cichych rodzinnych świąt! :D



edit by Smoq: Dograny obrazek, z dedykacją dla Hipka, nieustraszonego niusmen-loli-catchera! Niech mu los nie poskąpi loli :).


aktualka popełniona w sobotę, 24 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:50:54 przez Hipka   ||   skomentuj (4)


To już piąta... - piątek - 23 grudnia 2016
A w raz z nią nastaje ranek. Obiecałem, że rankiem będzie news i właśnie go macie. :)
Dalej rozpaczam, że wczoraj zawaliłem sprawę, jednak powoli dochodzę do siebie. Teraz pewnie żadna moje fanka mi już nigdy nie zaufa, a szkoda.
Wczorajszy dzień był pełny wrażeń, po raz ostatni przed świętami miałem gości. Było dość ciekawie, szkoda tylko, że tyle roboty po sobie zostawili, a ja dalej naczyń nie pozmywałem.
Nie miałem też czasu na edycję. Przydałby się taki dodatkowy Hipek, co by mógł ciągle edytować.
Wracając do fanek... myślicie, że fanki wybaczą wczorajszą wpadkę, jeśli przetłumaczę nieco więcej?
Idę spać. Dobranoc!





aktualka popełniona w piątek, 23 grudnia 2016 roku, o godzinie 5:12:57 przez Hipka   ||   skomentuj (1)


Drogi pamiętniczku... - piątek - 23 grudnia 2016
...dziś po raz pierwszy spóźniłem się z newsem, a przez to czuję się okropnie.
Sytuacja jest skomplikowana i długa. Rozdział był gotowy wczoraj, jednak ostatnie QC pojawiło się dzisiaj, tj. wczoraj. Chciałem czekać do ostatniej chwili, bo może Jerza wprowadzi poprawki, ale przegapiłem północ... Jak ja mogłem! T^T
Przepraszam was kochani! Nie tak miało być.
Jak już byłem spóźniony to postanowiłem, że dam od razu dzisiejszą mangę - oneshota, jednak jest to niewykonalne... Oneshot będzie z rana...
Miłej lektury, a ja wracam do edytowania.





aktualka popełniona w piątek, 23 grudnia 2016 roku, o godzinie 0:48:35 przez Hipka   ||   skomentuj (1)


Pierożki... - środa - 21 grudnia 2016
Dziś miałem niewątpliwą przyjemność wymienić kilka słów z niewiastą, która napomknęła, że śnią się jej pierożki i barszcz.
Przyczyniło się to do tego, że zacząłem myśleć o tym, o czym pomyślałby każdy dorosły facet - o pierożkach. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Wiedzieliście, że Japończyki też lubują się w pierożkach? U nich nazywanych "gyōza". Wcale się im nie dziwię, pieróg sam w sobie jest świetny pod wieloma względami. Ciężko go zepsuć, nadaje się do jedzenia przez kilka dni, można jeść go o każdej porze roku i na różne sposoby.

A jakie są wasze ulubione pierożki?




ps.
Japończycy miewają takie samo skojarzenie z pierożkami. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

aktualka popełniona w środę, 21 grudnia 2016 roku, o godzinie 19:47:23 przez Hipka   ||   skomentuj (30)


Ja za 20 lat... - wtorek - 20 grudnia 2016
Dzisiejsze Nekomichi są wyjątkowo przyjemne i nastrojowe - jak zawsze, ale moją uwagę zwróciła historia z serii "ja za 20 lat". Zacząłem nad tym nieco rozmyślać, przyszedł czas niepokoju i refleksji, albo na odwrót - refleksji i niepokoju.

Już jako dziecko byłem inny. Każdy znajomy chciał zostać mechanikiem, kierowcą rajdowym, informatykiem, czy pisarzem - ja chciałem zostać super wojownikiem, ew. karate mistrzem lub top 1 graczem w Tibii. Byłem rozerwany pomiędzy tym co chcę. Niestety nie udało się - nie zostałem super saiyanem, nie wyszło z karate mistrzem, a w Tibię nie gram już od długich lat... znaczy... co jakiś czas zajrzę, ale tylko z nostalgią popatrzeć, przejść się ulicami miast, które znałem i kochałem. Spojrzeć - co z nimi zrobił czas. Dalej są piękne, choć już nie tak pełne życia...
Nieznacznie później, bo jak miałem około 12 lat zacząłem grać w CS 1.6, chciałem być pro - też nie wyszło. Grałem strasznie dużo, ale nic oprócz zabijania czasu nie robiłem.
Około 10 lat temu odkryłem anime. Wcześniej wierzyłem, że Dragon Ball jest francuski i Akira Toriyama to francuz, dalibyście wiarę? Zacząłem myśleć, że fajnie, jakby wszyscy wiedzieli, a nie tylko nieliczni. Myślałem, jak się do tego przyczynić, a co będzie za 10 lat nie myślałem wcale.
Nieznacznie później obejrzałem chyba wszystkie anime, które wtedy uważałem za fajne, a teraz dostałyby pewnie z 5 punktów w 10-cio punktowej skali. Co najśmieszniejsze - wtedy leciałem na cycki, a teraz wolę loli. Loli, jako loli. Do opiekowania, rozpieszczania i karmienia. Co ten czas robi z ludźmi? Pomińmy te loli. W 2006 roku chciałem zostać tłumaczem, ale nie takim zwykłym tłumaczem - profesjonalnym tłumaczem. Nie rozumiałem wtedy, że do tego trzeba się baaaardzo dużo uczyć. Szkoda, że to też nie wyszło.
Minęło troszkę czasu, a ja byłem zmuszony opuścić Hayate. Błąkałem się po internecie i realnym świecie (dłużej po internecie, haha). Powróciem do dziecięcego marzenia - zostać top1 Tibijczykiem. Nie pykło. ;o
Z 5 lat temu udało mi się zdobyć fajną, zabawną, miłą i jednocześnie niegłupią dziewczynę - nieczęste połączenie. Byłem w sumie szczęśliwy, ale coś poszło nie tak - rozstaliśmy się w gniewie. W międzyczasie myślałem poważnie o przyszłości, rodzinie, domu i loli.
A teraz jestem tu, tłumaczę mangi, gram w gry, a w międzyczasie się uczę. Robię co lubię. Nie wyszło najgorzej, ale gdzie będę za te 20 lat? Martwi mnie to, bo chyba prawdą jest, że dorośli mają mniej wyobraźni - nie potrafię sobie tego wyobrazić i nie wiem. Nie dość, że nie wiem co będzie za 20 lat, to nie wiem nawet co przyniesie jutro. Co zrobić na obiad? Wyjść do sklepu czy poprosić siostrę? Co ja właściwie chcę zjeść? Może pizzę...




aktualka popełniona we wtorek, 20 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:09:59 przez Hipka   ||   skomentuj (27)


Pieśń Jerzy i Kotów: Nawałnica Kociąt - pon - 19.12.2016


Nadeszła zima. Mucha wraca do domu co jakiś czas, żeby się ogrzać i najeść, a zaraz potem uciec z powrotem do stodoły, starannie unikając białego intruza. Intruz ten miał już imię. Do Jerzy w końcu dotarło, że po pół roku trzeba wreszcie jakoś nazwać kotkę, którą dostała na osiemnastkę. W tym wypadku nie wykazała się kreatywnością - i tak wszyscy mówili o kotce “biała”. Więc została Białą. Jerza nigdy nie skrzywdziłaby żywego stworzenia, nazywając go “rokoko”.
Biała z początku była kanapowym kotkiem. Nie znała świata poza domem, nie interesował jej nawet widok z okna. Wszystko zmieniło się wiosną, gdy tylko zaczęło się robić cieplej. Z dnia na dzień przesiadywała coraz bliżej wejściowych drzwi, ciekawa, gdzie też znikają jej ludzie każdego ranka. W końcu ciekawość wzięła górę i przeszła przez próg. Powoli i ostrożnie stąpała po bruku, obwąchując wszystko po drodze, aż dotarła do trawnika. Postawiła uszy, a źrenice jej się rozszerzyły.
Tego dnia przestała być kanapowym kotkiem. Stała się wojownikiem ninja, sprinterem, maszyną do zabijania, drapieżnikiem doskonałym - stała się kotem. Mniej więcej w tym samym czasie stała się też ciężarna. Niestety rodzina Jerzy od zawsze miała problem z prokrastynacją i nawet wizytę u weterynarza odkładali w nieskończoność, aż było za późno. I tak stanęli przed problemem, z którym nie spotkali się od kilku lat - co zrobić z kociętami? Propozycje babci odrzucili bez mrugnięcia okiem (ze względu na to, że mogą to czytać osoby wrażliwe, tych propozycji nie przytoczę). Zaczęli więc szukać chętnych wśród znajomych. Do rozdania były cztery kotki: biało-czarny Kopalniok, który wyglądał, jakby czymś pobrudził pyszczek, biało-czarny Brambor, największy z całej czwórki, trikolorka Mandolinka Bramborowa, dla znajomych Mania, najzwinniejsza i druga trikolorka, Pyza, pucołowata i uroczo niezdarna, nigdy nie nadążała za siostrą. Z kocurami nie było problemu, w mig znalazły domy. Z pozostałą dwójką było trudniej, na wsi nikt nie chce kocicy, bo “zaraz się okoci i będzie tylko kłopot”. Jerze podjęły więc jedną z najważniejszych decyzji w ich życiu. Dwa koty, cztery, co za różnica?
W kolejnym roku nastąpiła jednak katastrofa. Najpierw prokrastynacja znów dała o sobie znać i Biała ponownie się okociła. Tym razem był tylko jeden kotek, szybko znalazł dom. Później Jerze straciły Manię w tragicznym wypadku. Pyza tęskniła za swoją siostrą, szukała jej wszędzie i głośno wołała. Po pewnym czasie w końcu się uspokoiła. Wtedy okazało się, że jest kotna. Biała też. Znowu. Kumulacja. Tym razem, po burzy mózgów Jerze postanowiły, że nie będą czekać, kocięta, chociaż to trudne, uśpią, a obie kotki wykastrują. Łatwiej powiedzieć niż zrobić - Biała jakby wyczuła ich zamiary i przeniosła się do piwnicy. Kiedy znaleźli jej kocięta, miały już otwarte oczy. Jerza popatrzyła w trzy zielonookie mordki. Westchnęła i poszła przygotowywać ogłoszenia o kotkach do przygarnięcia.

Pyza zaczęła się kocić pewnej soboty, kiedy Jerza była w domu sama z tatą, jej mama i brat pojechali na wycieczkę, a siostra w tym czasie mieszkała w Warszawie. Pod wieczór w pudełku Pyzy znajdowały się dwa małe kociątka. “Są stanowczo za małe.” Jerza miała jakieś dziwne przeczucie. Ale wszystko wydawało się być w porządku, więc zostawiła koty w spokoju i poszła spać. Następnego dnia rano już wiedziała, że jest źle. W pudełku wciąż były tylko dwa kotki, ale brzuch Pyzy był nabrzmiały i twardy. Nawet nie ruszyła karmy, ani wody, które miała tuż obok legowiska. Jerza, pełna obaw, pobiegła do taty. Ten tylko zmarszczył czoło i kazał jej sprawdzić, czy jakikolwiek weterynarz w okolicy jest dostępny w niedzielę. Poleciała do komputera. W ciągu 10 minut wyszukała wszystkie gabinety w promieniu 20 km, wszystkie nieczynne w niedzielę. Z wyjątkiem jednego! Ale, o nie, od godziny był zamknięty… Ręce jej opadły w bezradności. Dopiero co straciła Manię, a teraz jeszcze Pyza? Już miała zamknąć zakładkę ze stroną gabinetu, kiedy zauważyła tekst pod danymi kontaktowymi: “Po godzinach otwarcia, nagłe przypadki można zgłaszać telefonicznie.” Zatliła się iskierka nadziei. Nie miała nic do stracenia, zadzwoniła. Łamiącym głosem wytłumaczyła co się dzieje.
-Jak szybko może pani do nas dojechać? - zapytał głos w słuchawce.
-W pół godziny. - odpowiedziała Jerza.
-Proszę przyjeżdżać, już wracam do gabinetu.
Jerza odetchnęła z ulgą. Pobiegła po tatę. Za chwilę wsiadała do samochodu z Pyzą w jej pudełku. Ruszyli. Gdy dojechali, doktor był już na miejscu. Obejrzał dokładnie Pyzę, sprawdził brzuch.
- Został jeden kot, ale jest wyjątkowo duży i najwyraźniej martwy, a ona jest bardzo drobna, dlatego nie może sobie poradzić sama. Konieczna będzie operacja. Od razu też ją wykastruję, żeby oszczędzić jej stresu.
Jerza kiwnęła głową na zgodę. Nawet nie obejrzała się na tatę, czy też się zgadza. Wyszedł, kiedy tylko zobaczył, jak doktor zakłada Pyzie wenflon pod kroplówkę. Została z Pyzą, dopóki narkoza nie zaczęła działać. Wyszła z gabinetu i wsiadła do samochodu. Z głośnym westchnięciem opadła na oparcie, jakby uszło z niej całe powietrze.
- Powiedział, że to potrwa jakieś dwie godziny, możemy jechać do domu, zadzwoni, jak będziemy mogli ją odebrać.
W domu siedzieli bez słowa przy stole, wpatrując się w zegar wiszący na ścianie. Nie włączyli telewizora, nie rozmawiali, nawet koty przestały się ganiać, jakby wyczuły powagę sytuacji. Kiedy w końcu zadzwonił telefon, klątwa prysła. Operacja się udała, można zabrać Pyzę do domu. Gdy po nią przyjechali, była jeszcze pod narkozą. Jerza spojrzała na śpiącą kotkę. Wyglądała, jakby schudła o połowę, a sierść miała matową i zmierzwioną. Oczy się jej zaszkliły.
Jerza ułożyła ostrożnie wciąż śpiącą Pyzę na dużej poduszce w swoim pokoju, założyła jej kaftanik, żeby nie lizała później ran i przykryła kocem, tak jak zalecił lekarz. W ciągu następnych kilkudziesięciu minut zauważała coraz więcej oznak, że kotka powoli dochodzi do siebie. Ruszała uszami, drgały jej łapki, marszczył nos… W końcu zaczęła się budzić. Wciąż była skołowana i otumaniona, ale już próbowała wstawać. Kamień spadł z serca. Żyje i nic jej nie jest.
Po tej przygodzie wiele się zmieniło. Pyza, do tej pory ulubienica mamy, teraz nie odstępowała Jerzy na krok. W pierwszych dniach po operacji płakała, za każdym razem, kiedy Jerzy nie było w pokoju. Do tego zdarzył się cud. W ostatnim czasie relacje między Białą a Pyzą nie były najlepsze. Biała pilnowała swoich kociąt i nie pozwalała innym kotom się do nich zbliżać, nawet własnej córce. Kilka dni po operacji Jerza przeniosła kocięta Białej z piwnicy do swojego pokoju. Kiedy tylko Biała gdzieś zniknęła, pojawiła się Pyza, zwabiona miauczeniem maluchów. Weszła do legowiska. Kociaki zaraz ją oblazły z każdej strony i z pudełka dobiegło donośne mruczenie. Niedługo potem wróciła Biała. Jerza, obserwowała koty, przygotowana na interwencję. Ale to nie było konieczne. Starsza kotka obwąchała dokładnie Pyzę, zasyczała, ale jednak weszła do pudełka. Nie było walki! Żadnego warczenia, drapania, nic! Po prostu położyła się obok trikolorki i maluchów i zamruczała razem z nimi.
Mucha nadal ma muchy w nosie. Ale przynajmniej już nie siedzi w stodole, pogodziła się z losem.
Ciąg dalszy nastąpi...





aktualka popełniona w poniedziałek, 19 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:30:02 przez Jerzę   ||   skomentuj (17)


Tabliczki mnożenia... - niedziela - 18 grudnia 2016

...nauczyłam się jeżdżąc na łyżwach. Poważnie. Za nic nie chciała mi wejść do głowy, pojechaliśmy na lodowisko i po powrocie do domu umiałam całą tabliczkę mnożenia! Jazda na łyżwach jest bardzo edukująca...
A a propos jazdy na łyżwach... Czy oglądaliście "Yuri on ice"? Ja 15 grudnia obejrzałam wszystko co było do obejrzenia i czekam teraz niecierpliwie na środę, gdy pojawi się ostatni odcinek T_T



Nie opierajcie się mocy łyżwiarstwa figurowego! :) Może też się czegoś nauczycie... o tabliczce mnożenia, o sobie... :)
Gdyby to miało mangę już bym edytowała...




A teraz do naszego rozdziału. Tutaj też się dymi :)


aktualka popełniona w niedzielę, 18 grudnia 2016 roku, o godzinie 20:35:17 przez Urticę   ||   skomentuj (17)


Who cares? - sobota - 17 grudnia 2016

Witam :D!

Cóż... zostałem wmanewrowany w pisanie niusa na pół godziny przed deadlinem (się znaczy przed 24:00), więc nawet nie mam pojęcia o czym pisać... No ale co poradzisz? Jak mus to mus.

Mogę wam napisać jaki to nieziemsko zmęczony jestem po pracy (8 godzin na nogach... a spałem może z 2 :D), ale to akurat mało fascynujące, więc napomknę o tym, że dziś na naszej Hayateńskiej konferencji okazało się, iż mamy w grupie zawodowych łamaczy serc :O!

OHO! Chyba dostrzegam w tłumie słuchaczek jedną z ofiar tego podłego procederu, spróbujmy dowiedzieć się czegoś więcej... och... niestety, ofiara uciekła, ciekawe dlaczego....? No nieważne, może następnym razem uda nam się dowiedzieć czegoś więcej na temat tych zbrodni.

Wracając do aktualki... dziś, tak jak zostało wspomniane news tworzony jest na biegu, bez żadnego przygotowania ani bez odpowiedniej ilości czasu na napisanie tegoż, no cóż, tak już bywa. Nie ma co zanadto się przejmować czy ronić łez, może krótszy nius zachęci tych, co to nie za bardzo lubią czytać długie poematy :D? Apropo, wiecie że dziś mamy dzień bez przekleństw, więc pilnujcie języka, za to jutro można ziać ogniem :D! Mamy też dzień Bhutanu (jakby ktoś nie wiedział - to takie królestwo w Azji Południowej).... i najważniejsze - mamy dziś kolejny dzień naszego maratonu i.... zawitała do nas nasza ulubiona kotka, powitajmy głośnymi brawami......... Chii!

Ach i na koniec - chciałbym się z wami również podzielić linkiem do naprawdę cudownej AMVki (w moim mniemaniu):
Cudowna amvka

To tyle, miłego czytania ;)!




aktualka popełniona w sobotę, 17 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:47:10 przez Smoqa   ||   skomentuj (15)


Trikolorki - piątek - 16 grudnia 2016


Dzisiaj spędziłam pół godziny w pracy patrząc z kotami na zabawkę-pszczółkę, która sobie chodziła po podłodze. Fascynujące... Przynajmniej wydaje się, że kociakom się podobało. Po pół godzinie nareszcie nastąpił przełom: trójkolorka zaczęł zamachiwać się łapą na pszczółkę. Potem było z górki: załapała o co chodzi z kulką na sznurku :) Pozostaje jeszcze szylkretka, która co prawda uniosła łapę, ale to by było na tyle. Pewnie jest typem myśliciela. Myśli, myśli, zapomina o czym myślała i zaczyna od nowa... Zgadzam się z twórcami bajki Inside out, że w kocich głowach najczęściej nikogo nie ma w centrum dowodzenia :)

I nie mam nic złego na myśli. Czasami sama lubię patrzeć na świat jak kot: nieruchomo, w ciszy...

Tutaj zdjęcie moich dwóch pół dzikich kociczek, które staram się oswoić. Syczą, ale dzisiaj był postęp. A rany na rękach się szybko zagoją :)

I ciekawostka: Nyanko-sensei z Natsume Yuujinchou jest najprawdopodobniej bezpłodny! O_O Natsume nie jest jego synem...




aktualka popełniona w piątek, 16 grudnia 2016 roku, o godzinie 18:48:10 przez Urticę   ||   skomentuj (3)


Przedpółnocka - czwartek - 15 grudnia 2016


*Trzask* *bzzt* *trzask*
…witamy w Radiu Hayate, które nadaje na wszystkich częstotliwościach, bo każdy znajdzie tu coś dla siebie! Tu Wasz ukochany DJ - Al Pachinko, a Wy trafiliście na „Przedpółnockę” – najlepszą listę przebojów w eterze!
Maraton trwa, więc jest niesamowicie gorrrąco! Gdzie nie spojrzeć, wszędzie koty, a cały kraj już teraz tańczy jak w karnawale, mimo że nie było jeszcze nawet świąt! Na ulicach trwa istny szał – w deszczu rozdziałów bawi się każdy z każdym: dziecko z rodzicem, człowiek ze zwierzęciem, chłopak z gitarą i dziewczyna z brodą! Jeee!
Osławione „Gdzie się podziały tamte aktualki” na dobre zniknęły z naszej listy przebojów! Teraz królują fikuśne rytmy „Youkai Gakuenki”, ognisty „Kami Sen”, czy słynne hayateńskie „Oneshoty”! A to jeszcze nie koniec, nie, nie! Kto dostał zadyszki, ten musi już wstawać, bo nie mamy litości! Jeszcze pół miesiąca, leniuchy!
Czas na kolejną dawkę szampańskiej zabawy!




aktualka popełniona w czwartek, 15 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:29:15 przez Ala Pachinko   ||   skomentuj (7)


Tsumugi - środa - 14 grudnia 2016
Hej!
To znowu ja, choć wczoraj obiecywałem Ala. Al również zauważył tę delikatną sugestię, ale w wyniku powstałej dyskusji doszło do tego, że odmówiłem pomocy. Niby taki stary, a taki nieodpowiedzialny. :D
Smoq kazał mi pisać o tym, że trawa zielona, a śnieg delikatnie pruszy, jednak na zewnątrz wiatr, że głowe urywa, do tego pada i jeszcze całą siatkę na komary mi pomoczyło. Może czas zdjąć siatkę na komary?
A teraz kilka słów o tym, co się w życiu naprawdę liczy - o Tsumugi.
Tsumugi jest świetna, kochana, mała i bezbronna, i lubi jeść. Mogłaby zjeść wszystko, oprócz papryczek i gorzkich warzyw. Uwielbia mięso, i szybko się uczy. Aktualnie uczęszcza do przedszkola i ciągle się bawi, choć miewa też gorsze dni.
Słyszałem, że Lilka i Aq mają taką małą Tsumugi w domu, ale ja im zazdroszczę. W sumie to utrzymanie własnej Tsumugi pewnie jest strasznie kosztowne (sknera ze mnie xD), ale dla niej mógłbym się poświęcić.
Problem w tym, że żeby mieć własną Tsumugi trzeba najpierw mieć dziewczynę, ślub, dziecko, wychodzić z domu częściej, niżeli trzeba (a trzeba tylko tyle co na zakupy, do pracy czy tam szkoły, zależy co kto lubi - Smoq lubi do obu na raz).
Strasznie chaotyczny news mi wyszedł, więc dorzucę jeszcze to:
nie chce ktoś za mnie tekstów powklejać? Brakuje mi kogoś do wklejania za mnie tekstów. Kimek, wróć! T^T





aktualka popełniona w środę, 14 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:15:48 przez Hipka   ||   skomentuj (23)


Bieg maratonowy... - wtorek - 13 grudnia 2016
Grudzień rozpoczął się łatwo, szło jak po maśle. Jerza robiła za dwie Jerze. Lilka wróciła robić tłumaczenia, a zrobiła nawet edycję. Aqvario skromnie siedział, jednak po cichu pomagał. Smoka co chwilę trzeba było pyrać patykiem, a on mówił, że jest ok. Może faktycznie było okej? Ale wszystko co dobre się kończy. Dzisiaj druga Jerza się nie pokazała i pierwsza Jerza ledwo co powstawiała teksty sama, a może od początku była tylko jedna Jerza? Nie wiem, ale w sumie dziwnie dużo robiła. xD
Dzisiaj wklejam zmęczone Jerze, a jutro znajdę wycieńczonego Hipka, bo jutro to ja będę zasuwał i prawdopodobnie wyrobię się na ostatnią chwilę (a to tylko 1 rozdział!).
Do następnego. (Może dam Alowi pisać jutrzejszą aktualkę? Lepiej mu idzie.)




aktualka popełniona we wtorek, 13 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:58:21 przez Hipka   ||   skomentuj (4)


Pieśń Jerzy i Kotów: Starcie Futrzaków - poniedziałek
4 lata później…
Jerza była bardzo podekscytowana. Zbliżały się jej osiemnaste urodziny, trzecie, na które zaprosiła znajomych i być może drugie, na które ktokolwiek przyjdzie. Ale bardziej niż samą imprezą, cieszyła się na myśl prezentu obiecanego przez jej siostrę. Dostanie od niej coś, o czym marzyła od dłuższego czasu - fretkę.
Nadszedł długo wyczekiwany dzień. Goście już powoli się zjeżdżali, a jerzowa siostra wybyła na chwilę “do kolegi”. Każdemu, kto jeszcze nie wiedział, Jerza chwaliła się, co dostanie w prezencie. Kiedy więc jej siostra weszła do pokoju, niosąc spory transporter, wszyscy ucichli. Jerza podbiegła do siostrzyczki, wyściskała ją, zerknęła przez kratkę i zamarła. Kolega zajrzał jej przez ramię.
- Nie wiedziałem - ledwo powstrzymywał śmiech - że fretki wyglądają właśnie tak!
Jerza zdezorientowana spojrzała pytająco na siostrę.
- Sorka, młoda. Mój kumpel się rozmyślił i jednak wolał sobie zostawić wszystkie fretki z miotu. Za to moja koleżanka szukała domu dla tej kruszynki, pomyślałam, że też może ci się spodobać.
Jubilatka otworzyła drzwiczki transportera i wyjęła wypłosza, niewiele większego od zabiedzonej kawii domowej (czy też świnki morskiej, jakby ktoś jeszcze nie wiedział, że tak się teraz nazywają). Stworzonko było chude, przywodziło na myśl wyłupiastego nietoperza-albinosa. Zadrżała jej broda, a po policzku popłynęła łza.
- Anka, w porządku? Jak ci się nie podoba, mogę ją oddać, a fretkę gdzieś…
- Jest śliczna! - przerwała siostrze Jerza. Oczy jej błyszczały od łez. - Zapomnij o fretkach, na co mi fretki? Podobno śmierdzą i w ogóle.
Siostra odetchnęła z ulgą i przykucnęła obok Jerzy tulącej zwierzaka.

Przez najbliższą godzinę goście tylko siedzieli wokół kotki, na przemian zachwycając się jej wielkimi oczami i rzucając kolejne pomysły na imię.
- Może Plamka? Zobacz, jaką ma łatę na grzbiecie.
- Strasznie pospolite, co drugi pies mojej babci wabił się Plamka.
- Szop? Ogon ma w paski, jak ten szop z Pocahontas.
- Nie podoba mi się… Poza tym, to ona, dziwnie to brzmi.
- O! O! Wiem! - krzyknęła jedna z koleżanek - Rokoko!
- Rokoko? - Jerza się skrzywiła. - Pretensjonalne…
- No co ty?! Super brzmi!
- No, takiego imienia jeszcze nie słyszałam! - dodała druga koleżanka.
- A próbowałaś kiedyś zawołać coś, co nazywa się Rokoko? Jąkać się zacznę.
- Ale to kot, przecież one i tak nie przybiegają na zawołanie...
Jerza spojrzała z oburzeniem na swoją przyjaciółkę z dzieciństwa.
- Odpuśćcie sobie. Jak już ją lepiej poznam, sama coś wymyślę.

Po imprezie pozostało tylko przedstawić reszcie domowników nowego członka rodziny. Cała piątka, Jerza, rodzice, brat i siostra, siedzieli w salonie bawiąc się z kociakiem. Okazało się, że kotka jest niesamowicie szybka i skoczna, potrafiła rzucony papierek złapać w locie na wysokości pół metra.
Jednak nie wszyscy dobrze się bawili. Sielankowy obrazek ze szczytu schodów obserwowała Mucha. Nie przypominała już małej puchatej kulki. Teraz była dużą puchatą kulką. Ale znała swoją wartość. I nie podobało się jej, że cała uwaga była skupiona na tym małym, wyglądającym jak szczotka do butelek, wypłoszu, kiedy ona była tak blisko. Przez 4 lata pozwalała się drapać, głaskać i miziać, nawet po brzuchu. Mało tego, czasem nawet udawała, że bawi ją ganianie za tą irytującą czerwoną kropką, chociaż takie zabawy są zdecydowanie poniżej jej godności. Koniec tego dobrego, ten dom jest za mały na dwa koty!
Mucha podeszła cicho do tylnych drzwi, całkowicie ignorując obecność małej kotki. Usiadła przy wyjściu, uszy położyła po sobie, a ogonem nerwowo zamiatała podłogę. Cicho miauknęła. Tylko raz, to wystarczy, już wytresowała swoich ludzi, żeby reagowali jak należy.
- Co, kicia? Chcesz wyjść? - zagadnęła mama i otworzyła drzwi - No masz, leć.
Kotka zwinnie wyskoczyła i pomknęła w mrok. Zanim całkiem zniknęła, odwróciła się i syknęła patrząc prosto w oczy małego, białego paskudztwa, które próbuje zająć jej miejsce.
Od tamtej pory nikt jej nie widział, choć niektórzy twierdzą, że słyszeli upiorne miauczenie na strychu stodoły. Ale prędzej czy później wróci. Ściany stodoły są dziurawe, myszy jest coraz mniej, a nadchodzi zima.
Nadchodzi zima, a Jerza wciąż nie wymyśliła imienia dla swojej kotki.

Ciąg dalszy nastąpi...




aktualka popełniona w poniedziałek, 12 grudnia 2016 roku, o godzinie 22:25:00 przez Jerzę   ||   skomentuj (12)


Było już całkiem ciemno... - niedziela - 11 grudnia 2016
...gdy wyjrzałem przez maleńkie okienko samolotu. Turbulencje już przestały mi przeszkadzać, ale uścisk w brzuchu nie ustępował. Chociaż wnętrze luku spowijał półmrok, wyraźnie widziałem blade twarze. Nawet u weteranów. Ciekawiło mnie, jaki kolor przybrała moja twarz, w końcu był to mój pierwszy Maraton. Najwyraźniej byłem blady jak kreda, bo gdzieś z mroku usłyszałem Spirita:
- Alpaka, pamiętaj, że jakby co, to masz to! – głuchy odgłos podpowiedział mi, że poklepał słownik przewieszony przez ramię. Odruchowo dotknąłem swojego – był całkiem nowy, tak samo jak ja w tym oddziale. Sprawdziłem czy słownik japońsko-angielski gładko wychodzi z pochwy. Dodało mi to trochę otuchy.
- No, no – tym razem głos należał do Lilki. – Nie ma co się bać, to tylko Maraton.
Wszyscy zanieśli się śmiechem, podczas gdy ja nie potrafiłem się choćby uśmiechnąć. Kątem oka zauważyłem, że siedzące obok Junsu i jiji również wyglądają na całkiem poważne. Cóż, taki los nowicjusza. Ponownie skupiłem się na oknie. Jerza klikała myszką raz po raz, a Hipek złorzeczył na jakąś kompresję w PSie. Smoq kręcił się na swoim miejscu, przez co wysypały mu się przecinki z plecaka. Aqvario schylił się, pomagając mu je pozbierać.
Niespodziewanie drzwi do kokpitu otworzyły się i wyszła z nich Urtica. Uzbrojona po zęby w odtworzenia teł, pewnym krokiem przeszła na środek luku i, jakby od niechcenia, wskazała kciukiem właz, przez który mieliśmy wyskoczyć. Poklepała olbrzymi czarny kształt, który stał na środku, zajmując połowę miejsca.
-Najpierw zrzucamy raw, potem skaczemy my – rzuciła. To brzmiało tak prosto. – Mamy czas do północy. Dzisiaj zajmujemy przyczółek na Kami Senie, stamtąd łatwo przyjdzie nam zająć trochę Sketchbooka! – dodała, patrząc na Jerzę. Przypomniało mi się, że w tej akcji też biorę udział. Zatrzęsły mi się ręce. – Sprawdzić sprzęt!
Szybko dobraliśmy się w pary, sprawdzając, czy partner niczego nie zapomniał. Eni miał wszystko co trzeba. Lekko drgnąłem, gdy właz zaczął się otwierać ze straszliwym skrzypnięciem. Hipek i Smoq zaczęli pchać rawa, który po chwili zniknął w czerni.
- Ruchy, ruchy! – usłyszałem tylko i pobiegłem ku nocy. Skok w mrok i gwałtowne uderzenie chłodu.
I liczyło się tylko jedno.
Zdobyć rozdział przed północą.




aktualka popełniona w niedzielę, 11 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:32:38 przez Ala Pachinko   ||   skomentuj (22)


Wiecie, że... - sobota - 10 grudnia 2016
... piszę tego newsa trzeci raz?
Za pierwszym razem napisałem piękny news o tym, że pierwszy raz puściłem samodzielną aktualkę. Niestety, coś nie działało, więc zrezygnowałem i zgłosiłem się o pomoc. W międzyczasie napisałem długi, smutny news o tym, że mój pierwszy raz był niepowodzeniem, jednak Smoq i z takimi rzeczami potrafi pomóc, poprawił skrypt i w ten oto sposób właśnie piszę trzeci news, tym razem o tym, że jednak dałem (prawie) radę i jest świetnie!
Dziwi mnie nieco fakt, że Smoq jest zawsze pod ręką, ale jest to naprawdę poręczne. Ostatnio pomagał mi z aktualką, ale chyba go to nieco męczy, więc napisał (poprawił) skrypt, który umożliwi mi robienie tego samodzielnie. Jak ja się cieszę. :)
Troszkę spanikowałem, ale już jest okej, więc miłego czytania. ^^




aktualka popełniona w sobotę, 10 grudnia 2016 roku, o godzinie 21:26:02 przez Hipka   ||   skomentuj (8)


Megane! - piątek - 9 grudnia 2016


Nie tak dawno temu uświadomiłem sobie, że kobiety w okularach są o wiele piękniejsze od kobiet bez nich. Jest to dodatek, który naprawdę niezwykle wyróżnia twarz, że aż ciężko oderwać wzrok. Dodatek znakomitszy, niżeli kolczyki czy naszyjniki. Okulary mogą być wielkie, małe, śmieszne, dodawać powagi. Mają różnorodną paletę funkcji, choć podstawowym założeniem jest poprawa wzroku. Dlatego też wykluczone są okulary przeciwsłoneczne, przez które nie widać oczu - rzeczy pięknej.

Tym akcentem zakończę swój kącik przemyśleń i powierzę wam dzisiejszą mangę. Niestety bez megane. :(




aktualka popełniona w piątek, 9 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:40:12 przez Hipka   ||   skomentuj (14)


Raz do roku to i... - czwartek - 8 grudnia 2016


Spiritusick zbierze te, kształtne niczym skradzione samemu Apollo, cztery litery, i napisze w końcu tekst na aktualkę po okrągłym roku od ostatniej. Tak sobie chytrze wymyśliłem, że trzeba przecież czasem wyjść do ludzi. A przynajmniej coś do nich napisać w internetach. Minął dzień, drugi, przez głowę przeleciały 23 pomysły... i żaden w niej nie został. Pies, widząc moje pełne rozpaczy oblicze postanowił mnie pocieszyć wskakując na kolana. Szkoda, że jest rozmiaru owczarka niemieckiego. I nie mył ostatnio zębów. Także walczę z całych sił, by zachować przytomność przynajmniej do momentu ukończenia tego tekstu. Czy mi się udało, dowiem się zapewne rano...

W tym miejscu znajdował się tekst o czym jest manga, głębokie przemyślenia na temat zwierząt, globalnego ocieplenia, sensu istnienia wszechświata i dlaczego człowiek człowiekowi wilkiem,a zombie zombie zombie, jednak... zostałem uświadomiony przez małego, wścibskiego jeża, że to przecież już drugi rozdział Inu o Kau, a nie pierwszy, więc doskonale wiecie o czym jest manga. Chyba jednak pies skutecznie mnie odurzył...

Dodam tylko, że od tego rozdziału będą już obiecane kotki, więc tematycznie wracamy na maratonowe tory. Miłej lektury!




aktualka popełniona w czwartek, 8 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:38:34 przez Spiritusicka   ||   skomentuj (4)


Youkai Gakuenki - środa - 7 grudnia 2016


Dziś mija tydzień od rozpoczęcia maratonu, a tym samym prezentujemy wam ostatnią nowość, która będzie ukazywać się regularnie przez cały grudzień - Youkai Gakuenki. Każdą środę świętować będziemy z niezbyt rozgarniętą Yuu oraz jej przyjaciółmi.

Yuu ma 13 lat i po raz 13 zmienia szkołę. Tak, dobrze przeczytaliście. Dziewczynka jest łatwowierna aż do bólu i czasem wręcz tępa, więc nie ma pojęcia, dlaczego tak jest. Tym razem trafia do dziwnej szkoły, w której uczą się... Youkai. Jak sobie człowiek poradzi w tym dziwnym świecie?! Na szczęście do tej samej szkoły uczęszcza jej przyjaciółka z dzieciństwa (której ulubionym zajęciem jest nabieranie głównej bohaterki...), więc nie będzie źle, prawda...?
Jak myślicie, jak poradzi sobie 13-latka w szkole pełnej potworów? Przekonajmy się razem. :)




aktualka popełniona w środę, 7 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:06:46 przez Hipka   ||   skomentuj (18)


Rok temu... - wtorek - 6 grudnia 2016


Nasza wspaniała, wyrozumiała, miła i spokojna pani Urtica zapowiedziała, że albo będziemy pisać newsy sami, albo codziennie dowiemy się co jadła na śniadanie. Wtedy jeszcze nie rozumiałem jej bólu, lecz dziś wszystko widzę inaczej. Pisanie newsa na zaraz, gdy przypomnisz sobie o nim po 22:00, jest naprawdę ciężkie. Siedzisz i myślisz "co im napisać", a w międzyczasie przewijają się myśli "ale i tak wolą rozdział, niżeli newsa, może dać puste" i siedzisz dalej. Mija minuta, dwie, dziesięć... długie minuty mijają, a ty dalej siedzisz i nie wiesz, aż tu nagle przypominasz sobie wydarzenia sprzed roku i krzyczysz "Eureka!". Dziś napiszę wam o moim śniadaniu! Warto obserwować ludzi z doświadczeniem! :)
Śniadanie planowo miewam o 9:30, jednak dzisiejszym rozkoszowałem się dopiero po południu. W dodatku w przeciwieństwie do mojej rutyny - nie byłem sam. Mój braciszek miał dziś klasowe wyjście do kina, którym był nadzwyczaj niezainteresowany. Zrobiłem mu kanapki, herbatkę, ubrałem go... a potem zjedliśmy razem. To było dość miłe śniadanie.
Nieco później poszliśmy razem na zakupy i w tym momencie chciałbym też przestrzec was, abyście uważali podczas ubierania dzieci... ich ubrania bywają niezwykle podstępne! To, co wydaje się być czułkiem nie zawsze jest czułkiem, a jeśli założysz to na odwrót może zostać ogonem dinozaura. Tak, Alex ma czapkę-dinozaura i pół dnia chodził z ogonem na twarzy. Cóż... nie narzekał. Czułek opadł, a dalsze losy mojego dnia były dość rutynowe, więc pozostało mi tylko powiedzieć: miłej lektury! Zapraszam do czytania.





aktualka popełniona we wtorek, 6 grudnia 2016 roku, o godzinie 22:51:45 przez Hipka   ||   skomentuj (6)


Pieśń Jerzy i Kotów: Gra o Fotel - poniedziałek - 5 grudnia


To była pogodna, wrześniowa sobota. Moja siostra właśnie wróciła z rowerowej przejażdżki. Ostrożnie zamknęła wejściowe drzwi i przemknęła do swojego pokoju. Chwilę potem zajrzała do mnie.
- Psst! Anka, chodź!
Bez słowa odłożyłam książkę i poszłam za nią. Weszłam do jej sypialni i zaczęłam się rozglądać. Dopiero po dłuższej chwili moja wrodzona ślepota pozwoliła mi zauważyć małą puchatą kulkę leżącą na łóżku.
- Oooo… Rodzice cię ukatrupią.
- No wiem…
- Skąd go wzięłaś?
- Ją. Ktoś ją podrzucił mojej koleżance, ale nie mogła jej zatrzymać...
W ciszy obserwowałyśmy, jak włochata kulka powoli rozpruwa narzutę.
- Musimy im powiedzieć. - Przerwałam ciszę.
- Powiesz im?
- Czemu ja?
- Ja już im podpadłam w tym tygodniu.
- Ty ją tu przywiozłaś, i tak się na ciebie wkurzą.
- Ale jak ty im powiesz, to może łatwiej się zgodzą...
Poszłyśmy do rodziców. Wzięłam kilka głębszych wdechów i zaczęłam:
- Mamo, tato, musimy wam coś pokazać...
Spięli się, a tata zmarszczył czoło. Podeszła siostra z kulką na rękach.
- Koleżanka nie chciała jej zatrzymać, a ja nie mogłam jej tak zostawić… Nie bądźcie źli...
Mama westchnęła i pogłaskała kulkę. Tata jeszcze bardziej zmarszczył brwi i wyburczał tylko:
- Ja nie będę po niej sprzątać. - Po czym też pogłaskał kulkę, a ta zaczęła lizać mu rękę. Uśmiechnął się i zapytał:
- Nazwałyście ją jakoś?
Z niedowierzaniem popatrzyłyśmy po sobie, nie spodziewałyśmy się takiej reakcji.
- Myślałam o Lunie - odpowiedziała siostra. - ale potem zobaczyłam, jak poluje muchy, więc postanowiłam, że będzie Mucha.
- Mucha… - powtórzyła mama - Podoba mi się. Niech będzie Mucha.
Spojrzeliśmy wszyscy na małą, puchatą kul… kotkę.
- Miaaau! - zamiauczała.

Ciąg dalszy nastąpi…



Mała włochata kulka - stan obecny

Dzisiaj długo wyczekiwany Sketchbook, zapraszam do czytania!


aktualka popełniona w poniedziałek, 5 grudnia 2016 roku, o godzinie 22:09:11 przez Jerzę   ||   skomentuj (4)


Czy tutaj będą koty? - niedziela - 4 grudnia 2016


Dzisiaj dzień panicznych poszukiwań prezentów na Mikołajki :) A przynajmniej tak sądzę po braku miejsca do zaparkowania. Do mnie Mikołaj w nocy już nie przychodzi :( Osobiście próbowałam znaleźć jakieś fajne rekwizyty, żeby porobić zdjęcia kotom, ale ostatecznie zrezygnowałam. Wyobraziłam sobie, że próbuję je powsadzać po kolei do skarpety, czapki czy worka, puścić, przyłożyć aparat do oka, wycelować, złapać ostrość, nacisnąć spust... I wiem, po prostu wiem, że żaden z nich nie usiedzi w bezruchu te pięć sekund. Może znajdę jakiś czerwony koc a potem w PS'ie pododaję mikołajkowe motywy ;)
Na okołopółnocny relaks zapraszamy do lektury nowego projektu, który prawdopodobnie będzie w końcu miał coś wspólnego z kotami... prawda? :)
O, miałam zmienić baner na forum!




aktualka popełniona w niedzielę, 4 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:44:57 przez Urticę   ||   skomentuj (21)


Urti kociara - sobota - 3 grudnia 2016


W moim przypadku kociarą stałam się z przypadku, chociaż właściwie powinni mi powiedzieć, że jest takie ryzyko zawodowe. Koty to takie istotki, które podstępem się wkradają w łaski. Mają też swój zestaw zachowań totalnie różnych od psich - bardziej zrozumiałych dla ludzi. Kto by pomyślał, że podetknięcie tyłka człowiekowi pod nos oznacza, że kot cię lubi... Ciekawa jestem, ile kocich zachowań będzie przedstawionych w Chii i jak zostaną objaśnione :)
Widzieliście najnowszą serię anime z Chii w roli głównej? Jeśli odczujecie niedosyt po dzisiejszym rozdzialiku, warto obejrzeć :)
Dlaczego wszyscy mają avki z mikołajowymi czapeczkami, tylko ja nie?
Dobrej nocy!





aktualka popełniona w sobotę, 3 grudnia 2016 roku, o godzinie 23:21:14 przez Urticę   ||   skomentuj (4)


Dziewczyna, Shinigami i czas. - piątek - 2 grudnia 2016
Wczoraj zwrócono mi uwagę, że news z rozdzialikiem był o nieludzkiej godzinie, więc dziś chciałbym się poprawić. Tematem dzisiejszego newsa jest przemijanie, a wraz z nim opowiastka o dziewczynie, shinigami i kocie. Co łączy tę dwójkę? I co robi tam kot? Historyjka świetna i polecam ją każdemu. W sam raz na chłodny, zimowy wieczór.




aktualka popełniona w piątek, 2 grudnia 2016 roku, o godzinie 1:47:28 przez Hipka   ||   skomentuj (32)


Grudzień, a wraz z nim maraton! - czwartek - 1 grudnia 2016


Od jakiegoś czasu byliśmy mniej aktywni, jednak tradycję trzeba utrzymać, a co za tym idzie - przez cały miesiąc będziecie mogli ujrzeć jeden lub więcej rozdziałów dziennie. :)
Głównym tematem tegorocznego maratonu są kotki i wszystko co z nimi związane, a więc kocie uszka, śliczne panie z kocimi uszkami, starsze kobiety z kotami, no i oczywiście koty same w sobie! A! Zapomniałbym, jeszcze coś czego chcieli wszyscy (a przynajmniej ja), poniedziałki ze Sketchbookiem. Nie wiem co Sketchbook ma wspólnego z kotami, ale i tak mnie cieszy. :D
W tym maratonie nie uznajemy za to dzieł +18, a więc możecie czuć się bezpieczni. ^^

Boziu, w każdym wierszu napisałem emotikonkę. Czuję się z tym źle... Może powinienem je odstawić? Ale to one wyrażają moją radość...





A teraz rozdzialiki:


aktualka popełniona w czwartek, 1 grudnia 2016 roku, o godzinie 21:52:41 przez Hipka   ||   skomentuj (19)